[26.08.2016] Rumunia #7 – W drodze przez Siedmiogród

Z Braszowa ruszamy skoro świt. Przed nami długa droga. Dziś naszym celem jest Baia Mare. Ale nie sam cel jest najważniejszy, a punkty pośrednie, które do niego nas poprowadzą. Dziś „na tapecie”: Sighișoara, warowne kościoły, Kluż oraz malowniczy Maramuresz.

Zaraz po śniadaniu ruszamy w trasę. Drogą krajową numer 13 w jedziemy kierunku Sighișoary, ale w miejscowości Rupea skręcamy na lokalną drogę 105A, a później na jeszcze bardziej lokalną (nie ma tu asfaltu!) drogę 104L, która dojeżdżamy do wioski Viscri. Wieś ta, założona i dawniej zamieszkała przez osadników Saskich może poszczycić się kościołem warownym znanym jako „biały kościół”. Oczywiście kompleks świątynny jest główną atrakcją wioski, ale również sama osada robi bardzo przyjemne wrażenie. Zabudowa jest zwarta, kolorowa, ciesząca oko. Nic dziwnego, że cała wieś znajduje się na liście UNESCO. Parkujemy samochód w centrum wsi i korzystając z pięknej pogody udajemy się spacerem w kierunku kościoła. Brama prowadząca za kościelne mury jest zamknięta, ale oczekuje paru turystów – okazuje się, że ponoć za moment ma przyjść ktoś kto otworzy wrota. Mamy szczęście! Po ok. 30 minutach przychodzi staruszka z kluczami, otwiera bramę i sprzedaje bilety wstępu. Mam podejrzenia, że to jedna z potomkiń Sasów zakładających wioskę – zagaduję po niemiecku, ku wyraźnemu zadowoleniu kobiety, która również biegle włada tym językiem. Przez kilkadziesiąt minut spacerujemy po niesamowitym obiekcie – jest niezwykle naturalny, zachowany w dobrym stanie, ale nie „odpicowany na błysk”. Fantastyczne miejsce.

Viscri Viscri Viscri Viscri Viscri Viscri Viscri ViscriZ Viscri wracamy (tempem takim na jakie pozwala stan lokalnej drogi) do głównej trasy i jedziemy do Sighișoary. Tu jest zdecydowanie mniej kameralnie – turystów widać na każdym kroku. Są też liczne wycieczki zorganizowane. Ale ma to swoje uzasadnienie. Tutejsze Stare Miasto, dobrze zachowane również znajduje się na liście UNESCO. Wchodzimy w obszar starówki przez bramę zegarową z 1556 roku, mijamy dom w którym urodził się Drakula, chwile kręcimy się po staromiejskich uliczkach, aby na koniec poprzez długie kryte schody wdrapać się na górę na której stoi bazylika św. Mikołaja. Czas ucieka nieubłaganie, a przed nami jeszcze daleka droga, więc odpuszczamy sobie dokładne penetrowanie miasta i wracamy do auta. Wspólnie dochodzimy do wniosku, że bardziej podobał nam się sielski spokój w Viscri niż tętniąca życiem Sighișoara.

Sighișoara - brama zegarowa Sighișoara - kryte schody - dobry plener na sesję ślubną :) Sighișoara SighișoaraPóźnym popołudniem docieramy do Klużu. Totalnie nie mamy czasu na zwiedzanie (chyba trochę zbyt ambitny program wybraliśmy na dziś :P), więc zaliczamy program minimum składający się z trzech (dla większości pewnie nieoczywistych :P) punktów: kościół św. Michała (największy kościół w kraju, datowany na XIV-XV w., zbudowany w stylu gotyckim), obiad oraz zdjęcie tramwaju PESA Swing :P. Chętnie zostalibyśmy w Klużu dłużej, ale czekało nas jeszcze 150km do Baia Mare, do którego ostatecznie dojechaliśmy długo po zachodzie słońca. Ogólnie tego dnia zrobiliśmy prawie 700km…

Kluż - Pesa SwingAha, w Baia Mare serdecznie polecamy Hotel New – bardzo dobre warunki za przyzwoitą cenę :)

A na deser dwa obrazki z drogi…

nie wszędzie samochód to podstawowy środek transportu... (troche nieostre - wykonywała Ania z jadącego samochodu) przydrożny warsztat (troche nieostre - wykonywała Ania z jadącego samochodu)

 

[7.06.2016] Bałkańska przygoda #13 – Boka Kotorska

Plan na kolejny dzień był prosty – objechać Bokę (Zatokę) Kotorską. Przed nami prawie 100km wśród pięknych krajobrazów i klimatycznych miejscowości. Ale najpierw kilka słów o zatoce – niechaj przemówi Wikipedia:

Zatoka Kotorska (czarn. / serb. Бока Которска; serb. / chorw. Boka Kotorska) – zatoka w południowej części Morza Adriatyckiego w Czarnogórze. Północno-zachodnie wybrzeże zatoki na niewielkim odcinku należy do Chorwacji. Zatoka Kotorska ma językowaty kształt, głęboko wcina się w ląd. Składają się na nią 4 mniejsze zatoki. Od strony morza, jako pierwszy, położony jest Zalew Hercegnowski który poprzez Cieśninę Kumborską łączy się z pozostałymi trzema zalewami, mającymi kształt trójkątów: Tiwatskim, Risańskim i Kotorskim, które stykają się ze sobą wierzchołkami w cieśninie Verige.

Nazwa „boka” pochodzi z włoskiego słowa bocca oznaczającego usta, bowiem z lotu ptaka zatoka przypomina usta.

Ruszamy z Risan i już po chwili parkujemy przed wjazdem do miejscowości Perast. Główna droga prowadzi nad miejscowością, lokalna droga wzdłuż brzegu jest zamknięta dla ruchu. Spacerujemy wzdłuż klimatycznej zabudowy, wspinamy się na dzwonnicę kościoła św. Mikołaja i podziwiamy wysepki Sveti Djordje oraz Gospa od Škrpjela, do których pływają wodne taksówki. Kilka słów o historii tego miejsce (ach ta niezawodna Wikipedia :)):

Nazwa miejscowości wywodzi się od jej założycieli – iliryjskiego plemienia Pirustów. Miejscowość od samego początku była związana z morzem, już w 1336 r. powstała tu stocznia (funkcjonująca do roku 1813). W 1624 r. Perast najechali piraci z Ulcinja, którzy doszczętnie je splądrowali i wzięli wielu mieszkańców do niewoli. W latach 1420-1797, Perast (wówczas zwany w języku weneckim Perasto) wraz z resztą Zatoki Kotorskiej należał do Republiki Weneckiej, jako część tzw. Albanii Weneckiej[1]. Miasto swój największy rozkwit przeżywało w XVII i XVIII w. Wówczas wybudowano większość do dziś istniejących budowli[2], w tym barokowe pałace bogatych rodów i 18 katolickich i prawosławnych świątyń – wszystkie w typowej wówczas dla tego regionu architekturze weneckiej. Miasta, w przeciwieństwie do innych w regionie, nie chronił mur obronny, jedynie sieć 9 wież obronnych oraz wybudowana w 1570 r. forteca św. Krzyża. W XVII wieku, w Peraście mieściła się szkoła morska, do której car Rosji, Piotr Wielki, w 1698 r. wysłał 17 kandydatów, którzy zostali dowódcami jego floty. Z flotą rosyjską związał się urodzony w Peraście Matija Zmajević (1680-1735), który został admirałem floty bałtyckiej Piotra Wielkiego, pod którego dowództwem Rosjanie pokonali Szwedów w 1720 roku w bitwie morskiej pod Granhamn. Z Perastu pochodziło wielu sławnych marynarzy a także słynny kartograf Adriatyku A. Grubas[3]. Szczyt rozwoju Perastu przypada na wiek XVIII, kiedy Perast posiadał 4 stocznie, flotę złożoną z ok. 100 statków i zamieszkany był przez 1600 osób[4].

Po upadku Republiki Weneckiej i pokoju w Campo Formio w 1797 r., Perast (wraz z całym regionem) stał się częścią Monarchii Habsburgów. W ciągu następnych kilkunastu lat epoki napoleońskiej, miasto zajmowały różne wojska, wpierw francuskie, później rosyjskie, potem ponownie francuskie. Po Kongresie wiedeńskim w 1815 r., Perast (wraz z całym regionem) stał się częścią Królestwa Dalmacji, będącego krajem koronnym Cesarstwa Austrii. Po zakończeniu I wojny światowej, miasto stało się częścią nowo powstałego Państwa Słoweńców, Chorwatów i Serbów, przekształconego miesiąc później w Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców, a od 1929 pod nazwą Królestwo Jugosławii. Podczas włoskiej okupacji w latach 1941-1943, miasto było częścią Prowincji Kotorskiej (Provincia di Cattaro), jednej z trzech prowincji w Gubernatorstwie Dalmacji. Po zakończeniu II wojny światowej, Perast wszedł w skład Socjalistycznej Republiki Czarnogóry, będącej częścią składową tzw. drugiej Jugosławii. W latach 1992-2003 wchodzi w skład Federalnej Republiki Jugosławii, a później w latach 2003-2006 Serbii i Czarnogóry.

Perast Perast PerastKolejnym przystankiem podczas dzisiejszej wycieczki jest (po raz kolejny) Kotor – tym razem dokładniej penetrujemy stare miasto, a także ruszamy na podbój twierdzy górującej nad miastem. Mimo, ze upał jest nieznośny, to wspinaczka jest prostsza niż w przypadku twierdzy w chorwackim Omisu – wchodzimy pod wykutych w skale schodach. Widoki z każdym kolejnym stopniem stają sie coraz bardziej spektakularne – oglądamy nie tylko Kotor znajdujący się u naszych stóp, ale także całą Bokę i pasma górskie ją okalające. Piękne miejsce i obowiązkowy punkt podczas wizyty w Kotorze!

Kotor Kotor KotorRuszamy dalej  iprzez miejscowości oraz Donji Stoliv jedziemy w kierunku Tivatu. Ale zanim tam dojedziemy robimy jeszcze mały wyskok w góry – do małej osady Gornja Lastva zaszytej w górach okalających Bokę. Ta mała miejscowość położna 300m nad lustrem wody szczycie się tradycyjnym młynem produkującym oliwę , kościołem z XIV wieku oraz starą kamienną zabudową. Co prawda młynu nie udało nam się namierzyć, ale atmosferę miejsca chyba poczuliśmy. A także dreszczyk emocji na wąskiej drodze dojazdowej ;-)

Gornja LastvaW Tivacie jesteśmy dość późno. Miasto nie jest tak klimatyczne jak miejscowości, które widzieliśmy wcześniej. Przechadzamy się nadmorska promenada i trafiamy w obszar nazwany Porto Montenegro. Nowoczesna marina w której cumowały jachty wielkości bloku mieszkalnego, luksusowe sklepy (wiecie, Rolex, Armani i takie tam…) i restauracje – wszystko jak z folderu deweloperskiego, ale jednocześnie wymarłe i…  pozbawione klimatu. Niby ładne i nowoczesne, ale jednocześnie sztuczne i obce. Nie podobało nam się tam. Dochodzimy do muzeum w którym można zobaczyć m.in. łodzie podwodne (z barku czasu odpuszczamy sobie – dziś żałuję :( ) i jedziemy dalej.

Tivat TivatPrzepływamy promem w najwęższym miejscu Boki (prom Kamenari-Lepetane) i jedziemy na wieczorny spacer do herceg-Novi. niestety ze zwiedzania miasta nic nie wyszło, bo dopadła nas tam potężna burza, która przeczekujemy w knajpce przy pysznej rybie (Konoba Cogo – polecamy).

prom Herceg - Novi

Ostatecznie nie pozostało nam już nic innego jak powrót do Risan, do którego docieramy już po zmroku. A następnego dnia ruszamy na podbój kolejnego kraju! Stay tuned!

[6.06.2016] Bałkańska przygoda #12 – jeszcze dalej na południe!

Pobyt na riwierze makarskiej dobiega końca. Ale nam nie w głowach powrót. Z samego rana jedziemy jeszcze bardziej na południe. Piękną trasą nad Adriatykiem jedziemy w kierunku Czarnogóry. Ale najpierw czeka na kolejna wizyta w Bośni i Hercegowinie – wąski pas terytorium tego kraju wdziera się w Chorwację i zapewnia jedyny dostęp tego kraju do morza (zaledwie kilka kilometrów wybrzeża nad którym znajduje się miejscowość Neum – jedyny bośniacki kurort nadmorski). Jadąc w tym kierunku samochodem warto pamiętać, aby mieć aktualną „zieloną kartę” – celnicy na granicy skrupulatnie sprawdzają ten dokument. W Neum zatrzymujemy się na chwilę na lody (zjechaliśmy z głównej drogi nad samą wodę).

Neun DubrovnikKolejny przystanek robimy nad starym miastem w Dubrowniku. Mamy tu zamiar jeszcze wrócić podczas tego wyjazdu, więc nie spędzamy długiego czasu delektując się pięknym widokiem. Dłuższy postój robimy za to w Kupari – nad tzw. „zatoką umarłych hoteli”. Krótki opis tego miejsca, który możemy znaleźć w internecie wygląda następująco:

… luksusowy kompleks wypoczynkowy zbudowany kosztem ponad miliarda dolarów na potrzeby oficerów Jugosłowiańskiej Armii Ludowej, ich rodzin i najwyższych jugosłowiańskich oficjeli. Swoją prywatną rezydencję miał tu również Josip Broz Tito.

W roku 1991, na początku bałkańskiego konfliktu ośrodek został najpierw ostrzelany z morza przez fregatę rakietową, a następnie opanowany przez siły serbskie. Doszczętnie splądrowany i zdewastowany nie odzyskał już nigdy dawnego blasku.

Kupari Kupari Kupari Kupari Kupari KupariPo spacerze po Kupari ruszamy w dalszą drogę i kierujemy się w kierunku Czarnogóry. Na granicy spędzamy ok 1,5h w kolejce, a następnie obieramy kierunek nad zatokę Kotorską do miejscowości Risan. Po drodze planowaliśmy krótki postój w Herceg-Novi – niestety psuje się pogoda i zaczyna padać rzęsisty deszcz. Decydujemy się jechać prosto do zarezerwowanego apartamentu. Tu niestety popełniamy błąd, bo przyjeżdżamy do Risan dużo wcześniej niż podaliśmy w rezerwacji. Kontaktujemy się z właścicielem, prawdopodobnie zepsuliśmy mu plan dni i mimo jego deklaracji czekamy ponad 1h aż po nas przyjedzie i wskaże nam drogę do apartamentu. Ale warto było czekać. Znajduje się on na stromym zboczy gór zbiegających do Boki Kotorskiej, w starym kamiennym domu. Mamy przyjemne warunku, duży taras, ładny widok i relaksującą cisze wokół. Spędzimy tu najbliższe kilka dni.

Ale póki co nie potrafimy usiedzieć na tyłkach ;-) – jako, że do zachodu słońca zostało jeszcze trochę czasu jedziemy do Kotoru, aby chociaż rzucić okiem na słynne, dobrze zachowane stare miasto. Spacerujemy po nim aż do nastania ciemności, a następnie wracamy do Risan.

Kotor KotorInformacje praktyczne:  nocleg: Apartments in Rustic House, grabovac, 85337 Risan, Czarnogóra (~180€ / 2os / 5 nocy)