[11.06.2016] Bałkańska przygoda #17 – co? Sarajevo!

Wszystko co dobre szybko się kończy. Rano zegnamy się z Goranem i rozpoczynamy powrót. Aby dojechać do Polski dajemy sobie aż 3 dni. Sporo, ale planujemy wracać bocznymi drogami, aby po pierwsze zaliczyć kilka ciekawych miejsc, a po drugie dać sobie szanse na fotografowanie lokalnych autobusów ;-))

Z Risan jedziemy drogą P11 w kierunku miejscowości Niksic. Droga stromo wspina się na góry otaczające Bokę Kotorska dając po raz ostatni szanse na podziwianie tego magicznego miejsca.

Boka KotorskaDalej jedziemy przez wspomniany Niksic w kierunku jeziora o kuszącej nazwie Pivsko. Po drodze jedziemy przez góry i doliny, co rusz trafiając na widoki warte uwiecznienia. Niestety pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie – na przemian spada deszcz i pojawia się słońce. Nad jeziorem robimy krótki postój w rejonie miejscowości Plužine, a później jeszcze w rejonie ogromnej tamy zamykającej ten zbiornik wodny.

jezioro Pivsko PlužineDalej drogą na której są setki tuneli (i niestety kamieni obrywających się z okolicznych zboczy) dojeżdżamy do granicy bośniackiej. Kolejki nie ma, więc po krótkich formalnościach (celnika niezwykle interesowała nasza „zielona karta” oraz letni kapelusz Ani ;)) wjeżdżamy na teren Bośni i Hercegowiny.

W Bośni parametry całkiem niezłej dotychczas drogi dramatycznie się zmieniają. Mimo, że ta trasa to europejski korytarz E762 to droga staje się wąska i nierówna. Pas asfaltu ma szerokość jednego auta. dodatkowo na drodze pojawiają się osuwiska oraz pasące się zwierzęta.

trasa E762 w Bośni trasa E762 (tak, w tle widac stado owiec)Późnym popołudniem dojeżdżamy do Sarajewa. Z małymi przygodami meldujemy sie w miejscu naszego noclegu i ruszamy na podbój miasta. spacerujemy głównie po śródmieściu pełniącym funkcje zdecydowanie handlowe. Wydaje nam się, ze znajdujemy się w centrum wielkiego bazaru. Spacerując wypatrujemy Róży Sarajewa oraz szukamy t-shirtów z Vucko (maskotką olimpiady w 1984 r.) – oba cele udaje nam się zrealizować, aczkolwiek było trudniej niż nam się zdawało. Napotkane róże wydają się zapomniane (farba jest mocno wytarta), a Vucko nie jest tak wszędobylski jak się spodziewaliśmy…

Sarajevo

[10.06.2016] Bałkańska przygoda #16 – eksploracja Czarnogóry

Kolejnego dnia, zupełnie niż w dwa poprzednie, nie zamierzamy opuszczać Czarnogóry. Mimo to program jest bogaty. Najpierw chcemy spojrzeć na Bokę Kotorską z góry. W tym celu kierujemy się w stronę Kotoru, a następnie drogą P1 na serpentyny prowadzące w góry znajdujące się nad miastem. Serpentyny już na mapie wygląda imponująco (klik), w rzeczywistości też robią niezłe wrażenie. A jak dodać do tego widoki w dół, tj. na zatokę, to tak zapiera dech, że prawie nie ma czym oddychać. Zresztą, zobaczcie sami…

Boka Kotorska Boka KotorskaPo wdrapaniu się na strome zbocza kierujemy się wąską drogą (uwaga, przejazd płatny) w kierunku pasma Lovćen, a konkretnie góry Jezerski vrh na której znajduje się mauzoleum Piotra II Petrowicia Niegosza, władcy Czarnogóry. Wjeżdżamy na wysokość ponad 1600m n.p.m. licząc na spektakularne widoki – niestety pogoda się psuje, a chmury zakrywają większą część spodziewanej panoramy :(. Mauzoleum odpuszczamy, robimy pamiątkowe zdjęcia i uciekamy w dół.

dojście do mauzoleum Piotra II Petrowicia Niegosza Lovcen, w tle CetnijeNaszym kolejnym celem jest miejscowość Cetinje – do 1918 roku stolica kraju. Z dawnej chwały miasta niewiele pozostało, więc skupiamy się głównie na kulinarnej stronie wizyty. Krótki spacer, gorące cevapi i ruszamy dalej. Jedziemy droga M2.3 w kierunku Budvy. Z tym, że po chwili już nie jedziemy, bo po kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do kolejki stojących pojazdów. Przebudowa, ruch wahadłowy. Ok, spoko. Tylko, że na naszą kolej czekamy…. ponad 45 minut! Później jeszcze kilka mniejszych wahadełek i niespełna 40km mamy za sobą „już” po 2h.

roboty drogowe, stoimy...Budvę mijamy bokiem, najpierw chcemy zobaczyć Świętego Stefana.

Sveti Stefan – kompleks hotelowy niedaleko Budwy w Czarnogórze, położony na skalistej wyspie, połączonej z lądem groblą, zalewaną w czasie przypływów.

Od XV wieku do 1950 istniała tu umocniona osada rybacka, której mieszkańcy przesiedleni zostali później w głąb lądu. Od grudnia 2008 znajduje się tam ekskluzywny kompleks wypoczynkowy sieci Aman Resorts, popularny zwłaszcza wśród międzynarodowych gości (wiki)

Sv. Stefan Sv. StefanPóźniej zaglądamy jeszcze do miejscowości Petrovac (urokliwy nadmorski kurort, niestety „pożerany” przez budowane właśnie wielopiętrowe hotele) i jedziemy do Budvy. Opóźnienie związane z przebudową drogi oraz spacerem po Petrovacu powoduje, ze Budvie jesteśmy krótko przed zachodem słońca. Szybko przechodzimy przez stare miasto i jedziemy z powrotem w kierunku Boki. Budva nie zrobiła na nas wrażenia  co do tego jesteśmy zgodni. Może byliśmy już zmęczeni po całym dniu, a może konkurencja innych atrakcji jest zbyt mocna? ;-)

Petrovac Petrovac Budva

[8.06.2016] Bałkańska przygoda #14 – Albania

Plany na kolejny dzień były ambitne. Opuszczamy Risan i kierujemy się ponad 150km na południe, do Albanii. Dla nas w całkiem nieznane. Nieznane, pełne mitów i stereotypów. Dzikie i niebezpieczne? Chcemy sprawdzić (choć przyznaje, że Anię do zrealizowania tej wycieczki trzeba było dłuugo namawiać). Naszym celem jest Szkodra – trzecie co do wielkości miasto Albanii. Jedziemy przez Kotor, Budvę i przedmieścia Podgoricy. Wiele czytaliśmy o fatalnej jakości albańskich dróg (źródła internetowe ostrzegają, że nawet wiele głównych dróg nie posiada bitumicznej nawierzchni). Tymczasem asfalt skończył nam się jeszcze w Czarnogórze przed granicą albańską (na drodze M18 w rejonie miejscowości Tuzi). Ale nie było to uciążliwe (droga była dobrze ubita) i nie trwało długo (kilka km). Kilkanaście kilometrów przed granicą nawierzchnia asfaltowa znów się pojawiła. W Albanii czekało nas miłe zaskoczenie – droga SH1 wygląda jak świeżo zbudowana – nienaganna nawierzchnia równa jak stół. Jechało się przyjemnie.

AlbaniaSama Szkodra to inna historia. Drogowo – obrazki widziane na filmach z Azji lub Afryki. Duży, pozornie chaotyczny ruch drogowy. Można jechać wszędzie i w każdy kierunku (na rondzie pod prąd? Oczywiście! Na rowerze lewym pasem pod prąd? Jasna sprawa!). Ważne są cztery zasady: „duży może więcej”, „parkuj gdzie chcesz”, „używaj tylko lewego pasa” oraz „trąb i machaj rękami”. Do miasta przyjechaliśmy bez planu, trochę „na żywioł” – nie wiedząc gdzie jechać skierowaliśmy się w kierunku twierdzy górującej nad miastem. Przy jej bramie lekka konsternacja – przecież tu mają swoją walutę (Lek), której nie mamy, a na dodatek nie znamy jej kursu. Na szczęście Albańczycy ochoczo przyjmują zapłatę w Euro, a cena niezależnie, czy jest to 100 Leków czy 200 Leków po przeliczeniu oscyluje wokół 1 Euro ;-)

W palącym słońcu zwiedzamy ruiny twierdzy i podziwiamy widok w kierunku miasta.

Szkodra - twierdza Szkodra - twierdza SzkodraNastępnie zjeżdżamy z góry na której znajduje się twierdza i ruszamy na podbój centrum miasta. Nagrywamy filmik pokazujący jak jeździ się po albańskich ulicach (oglądając proszę sobie wyobrazić hałas i ciągle trąbiące klaksony ;-))

Znajdujemy malutki parking strzeżony (początkowo „za Chiny Ludowe” nie potrafimy dogadać się z parkingowym co do ceny – w końcu on pokazuje znak „ok”, na co dostaje od nas 1 Euro – jego szeroki uśmiech świadczy o tym, ze chyba osiągnięto płaszczyznę porozumienia :)) i ruszamy na spacer po mieście. Potwierdzają się dwie rzeczy o których czytaliśmy: po pierwsze większość aut na ulicach jest produkcji niemieckiej – królują Mercedesy (wszelkiej maści – od starych „beczek”, po najnowsze S600), widoczne są też VW, Audi i Ople, po drugie zabudowa jest niesłychanie chaotyczna, co dla nas, przybyszów z Polski nie jest aż tak szokujące (nasze narodowe „osiągnięcia” w tej dziedzinie zostały opisane w świetnej książce „Wanna z kolumnadą” Filipa Springera).

Szkodra - centrum Szkodra - architekturaWidać, ze kraj jest znacznie biedniejszy niż Polska, ale spodziewaliśmy się większego zacofania i gorszych widoków. Podobne obrazki jak w Albanii można znaleźć m.in. w kilku dzielnicach śląskich miast. Niestety. Podczas spaceru trafiamy na wyremontowany deptak – tutaj czujemy się jak „na zachodzie”. Nic nie wskazuje, że jesteśmy w jednym z najbiedniejszych europejskich krajów. Na deptaku aż gęsto od restauracyjek i knajpek. Wybieramy najładniej wyglądającą, do której kelner zaprasza nas nienagannym angielskim. W środku wszystko zrobione „na wysoki połysk”, obsługa niczym w 5-gwiazdkowym hotelu, jedzenie dobre, a całkowity rachunek za obiad dla dwóch osób wyniósł… 9 Euro. Tanio.

SzkodraPrzed wyjazdem z miasta zaglądamy na dworzec kolejowy. Położony na uboczu, sprawiający wrażenie opuszczonego – oprócz „bananowej młodzieży” w pobliżu nie ma nikogo innego. Prawdopodobnie mamy szczęście – przy peronie stoi pociąg: spalinowa lokomotywa i dwa wagony. Znajomy, który wcześniej eksplorował Albanię opowiadał nam, że „sportem narodowym” mieszkańców tego kraju jest rzucanie kamieniami w nieliczne pozostałe pociągi, przez co wagony wyglądają naprawdę źle (zdemolowane, wybite szyby). To co zastaliśmy na dworcu potwierdza te informacje… Przykre.

Albania - pociąg

Albania - kolejOpuszczamy Albanię, drogą SH41 kierujemy się w kierunku Czarnogóry (nawierzchnia starsza niż na SH1, ale też w porządku). Podczas oczekiwania w kolejce na granicy (ponad 1h) dziękujemy Bogu, że mamy w aucie klimatyzację – wszyscy oczekujący są nękani przez agresywnie żebrzące Cyganki, których łupem staje się wszystko co znajdzie się w zasięgu ich rąk. Po drodze nad Bokę Kotorską odwiedzamy jeszcze Stary Bar, niezwykle stare miasto, boleśnie doświadczone trzęsieniem ziemi w 1979 roku:

Za czasów rzymskich była tu osada Antibarum, nazwana tak z powodu swojego położenia naprzeciw miasta Bari. W kronikach Bar pojawił się dopiero około X-XI stulecia, jako Antibareos i Antibaros. W latach 1247-52 biskupem miasta był Jan di Piano Carpini. Na początku XVI wieku Bar podbity został przez Turków, którzy zbudowali tu twierdzę, którą Czarnogórcy odzyskali dopiero w 1878 roku. Miasto ucierpiało wskutek trzęsienia ziemi w 1979. Od tego kataklizmu stara część miasta została opuszczona. Mimo atrakcyjności turystycznej zrujnowanej starówki od kilku lat trwają powolne prace mające na celu podniesienie Starego Baru z gruzów. Obecnie w Starym Barze znajduje się jedno z najlepiej zachowanych miast warownych, którego powstanie datuje się na VI w. Całość zajmuje spory teren, stanowiący zwartą, otoczoną murami, malowniczo położoną na wzniesieniu, urbanistycznie ciekawą całość. Istnieją tu dziesiątki budowli w różnym stanie zachowania. Stary Bar był zamieszkany i przebudowywany przez przeszło tysiąc lat, zwiedzić tu można np. kamienną wieżę zegarową z XIX w. Istnieje też dobrze zachowany turecki akwedukt, doprowadzający wodę do miasta z pobliskich gór. Najstarsze zabytki znalezione tu datują się z czasów rzymskich. (Wikpedia)

Stary BarStary BarDo Risan docieramy dłuuugo po zachodzie słońca. Zmęczeni, ale szczęśliwi, ze na naszej mapie pojawił się kolejny odwiedzony kraj. Albania fascynuje, kusi – z pewnością kiedyś postaramy się poznać głębiej to miejsce na Ziemi.