[21.08.2016] Rumunia #2 – Arad

Rano ruszamy z Hódmezővásárhely i kierujemy się w kierunku Aradu. Po drodze wykonujemy kilka zdjęć w mijanych miejscowościach i przed południem meldujemy się na granicy węgiersko-rumuńskiej. Wzbudzamy zainteresowanie rumuńskiego celnika, który nie może się nadziwić, ze jedziemy do Aradu (Do Aradu? Taki kawał, z Polski? Ale po co?). Uspokaja go dopiero stwierdzenie, ze mamy w planach również Braszów i inne atrakcje turystyczne.

Jest gorąco i upalnie. Najpierw jedziemy na zachodni kraniec linii 6 – gdzie na odcinku jednotorowym wykonują kilka ujęć (tramwaje jeżdżą tu co 0,5h). Przed obiektyw wjeżdżają różnej maści używane tramwaje z zachodu. Efekty: np. tu oraz tu.

Później jedziemy w kierunku śródmieścia. Po drodze robię zdjęcie na Strada Mihail Kogălniceanu, bacznie obserwowany przez miejscowych, uznających mnie za szpiega. Parkujemy nieopodal Piața Avram Iancu i idziemy na spacer na reprezentacyjną aleję miasta przy której mieści się m.in. miejscowy ratusz oraz katedra. Zwiedzamy też kilka bocznych uliczek oraz całkiem przyjemny deptak „przykryty” wiszącymi parasolkami (uff, jaka ulga w tym upale) – Strada Mețianu.

Arad - centrum Arad - Strada Mețianu Arad - Strada MețianuPo etapie turystycznym wracamy do celów tramwajowo-fotograficznych. Jedziemy w rejon pętli CET, gdzie tramwaj dociera zaledwie kilka razy dziennie, wioząc wyłącznie powietrze. Spędzamy tam ok. 1h w palącym słońcu, czego efektem są zdjęcia: jedno i drugie.

Kolejnym etapem jest sięgacz do pętli Combinatul Chimic, której nazwa wskazuje na zakłady chemiczne, a w praktyce są przy niej krzaki, gruz i kręcące się podejrzane osobniki. Tu również tramwaj powinien pojawić się zaledwie kilka razy dziennie, jednak tego popołudnia nie dotarł, mimo prawie 60-minutowego oczekiwania….

Combinatul Chimic - bezowocna godzina czekania na tramwajNastępnie jedziemy na wschód, wzdłuż najdłużej aradzkiej linii tramwajowej do Ghioroc. Dojeżdżamy do miejscowości Sâmbăteni w której mamy wykupiony nocleg. Meldujemy się, zostawiamy rzeczy i odświeżamy się nieco. Słowo na temat noclegu – nocowaliśmy w Pensiunea Rustic – warto, świetne warunki za umiarkowaną cenę (€24 za pokój 2os/noc) :)

Ale nie kończymy jeszcze dnia. Jedziemy do Ghioroc obejrzeć końcówkę wspomnianej wcześniej linii tramwajowej i popełnić kilka zdjęć. Tramwaje nie jeżdżą tu zbyt często – ledwie kilkanaście kursów na dobę. Przez większość trasy tramwaj jedzie jednym torem wzdłuż drogi, z rzadka przecinając pośrednie miejscowości. Trasa kończy się trójkątem torowym na głównym skrzyżowaniu w Ghioroc – sennej wioski liczącej nieco ponad 4000 mieszkańców. Miejscowość żyje w rytm kolejnych odjazdów tramwaju – wówczas ożywa na moment, a później znów zapada w letarg. A może to efekt sierpniowego upału?

Niezależnie od tego co było przyczyną mieliśmy tego wieczoru sporego pecha. Przez ponad 1,5h oczekiwania nie przyjechał żaden tramwaj (powinny dwa). Upał mocno dawał się we znaki, morale spadało, a kiszki zaczęły grać marsza. Podjęliśmy decyzję do odwrocie bez ani jednego zdjęcia. I jak to zwykle w takich chwilach – tuż po wyjechaniu z Ghioroc minęliśmy baaardzo spóźniony tramwaj. Postanowiliśmy na niego poczekać, aż będzie wracał do Aradu, czego efektem są te dwa kadry: jeden i dwa. Uff, lepszy rydz niż nic.

Na kolację jedziemy do Aradu – decydujemy się na pizzę w restauracji Don – śmiało można skorzystać, jeśli ktoś nie ma innych planów – była ok. Przechadzamy się jeszcze po placu Avram Iancu na którym trwa festyn ludowy, podziwiając wyroby miejscowych rzemieślników oraz ludność w strojach ludowych. Jedziemy jeszcze do centrum handlowego po zakupy (woda itp.) i zjeżdżamy do pensjonatu na nocleg…

chaotycza zabudowa Aradu Arad - centrum handlowe - przegląd pojazdów ;-)

[2-3.07.2016] Gorzów Wielkopolski

Początek lipca zacząłem od krótkiej, weekendowej wizyty w Gorzowie Wielkopolskim. Dlaczego tam? Nie jest tajemnicą to, że interesują mnie sieci tramwajowe i wszystko co z nimi związane. I właśnie w Gorzowie istnieje sieć, do której nigdy nie dotarłem. Słysząc o planach jej modernizacji w związku z dostępnością środków z UE postanowiliśmy wraz z ekipą z mojej pracy pojechać właśnie do Gorzowa, aby „zaliczyć” sieć póki funkcjonuje w całości (modernizacje z pewnością będą powodować długotrwałe wyłączenia jej poszczególnych odcinków).
Tym razem podróżowaliśmy pociągiem, więc tak naprawdę dojazd i powrót zajął nam pół soboty i pół niedzieli. Pozostały czas poświęciliśmy na zwiedzanie (w moim przypadku głównie fotograficzne) gorzowskiej sieci (skończyło się tak, że prawie całą przeszedłem pieszo). Gorzowska sieć, mimo, że stosunkowo niewielka posiada klimatyczne odcinki, jak na przykład odcinek do pętli Wieprzyce. Ciekawe jak zmieni się na nich krajobraz po modernizacji (będzie pretekst, aby wybrać się tam znów :-P).
Pogoda, jak to w lipcu w Polsce bywa, była niezwykle kapryśna. Kilka razy „złapała” nas potężna ulewa, było głównie pochmurno, choć i słońce w niedzielny poranek zobaczyliśmy. Niczym w marcu lub kwietniu. Cóż, z cukru nie jesteśmy, więc humor nas nie opuszczał.

Zdjęcia pojawiły się (i jeszcze pojawiać się będą) na TWB. A może kiedyś i na foto.sadorg.com coś wpadnie. Trzymajcie rękę na pulsie ;)

[29.04.2013] Majówka – dzien III

Wczesna pobudka i ruszam w miasto. Dominik chce jeszcze pospać, więc zostaje. Trochę tramwajem, trochę pieszo kieruje się w kierunku dzielnicy Bystric. Już na wysokości ZOO dogonił mnie Dominik. W malowniczych wkopach, którymi w sposób bezkolizyjny poprowadzona jest linia tramwajowa wykonujemy serie zdjęć, udajemy się nad pobliską przystań, zjadamy drugie śniadania i jedziemy jedynką w kierunku centrum. Naszym celem jest estakada tramwajowa z kultowym widokiem w kierunku Katedry. Spacerując po torach i wisząc na barierkach wykonujemy parę fot i ruszamy dalej.

20130507231021_1703-290413Na przystanku o jakże wdzięcznej nazwie „Krematorium” czeka na nas kolega Krzysztof i razem jedziemy „zaliczyć” końcówkę linii 10 prowadzącą do pętli Stranska Skala. Nazwa brzmi obiecująco, ale okolica jest w klimacie poprzemysłowym, przy pętli znajduje się jedynie mocno chronione wejście do jakiegoś zakładu pracy (bramki, zasieki i kamery, jakby produkowano tam co najmniej broń nuklearną),a tramwaj poza szczytem kursuje co 60′ i raczej nie wozi wielu pasażerów. My byliśmy tam na początku szczytu popołudniowego, więc klientela na miejsca siedzące w pojedynczej Tatrze T3 się znalazła. Po powrocie do centrum jemy obiad, wpadamy jeszcze na chwile na linie 6 i 12 i wracamy do pensjonatu. Wieczór spędziliśmy w knajpce „Vytopna” – znanej z tego, że piwo do stolików przywozi kolejka elektryczna, której torami opleciony jest cały lokal. Bardzo fajne miejsce, polecam!