[03-10.08.2013] Długi urlop cz. 1

Wyczekiwany przez wiele miesięcy długi urlop w końcu nadszedł. Dawno minęły czasy, kiedy wakacje trwały 3 miesiące. Teraz pozostał krótki urlop, który zwie się długi, ponieważ trwa „aż” całe dwa tygodnie. Jak to się zmienia perspektywa jak człowiek zacznie pracować?

Pomysłów było kilka, założenie jedno – wyjazd ma nie nadwyrężyć naszego budżetu. Tak więc wymarzona Norwegia oddala się w bliżej nieokreśloną przyszłość. O morzu czy jeziorach nawet nie myśleliśmy. To jest dobry pomysł na przedłużony weekend, ale nie na dwa tygodnie, tak więc nikogo chyba nie zdziwi, że znów wybyliśmy w góry. Ale żeby urozmaicić wyjazd, podzieliliśmy go na dwie części – pierwsza obejmowała nocleg w Nowym Targu i „zaliczanie” Beskidu Sądeckiego, Pienin i Gorców; druga Zakopane i Tatry.

Sobota, 3 sierpnia

Ruszamy pociągiem w stronę Krakowa wcześnie rano, bo już kilka minut po piątej. Całe szczęście w pociągu mogę z powrotem zapaść w sen i tym sposobem wyspana budzę się już gdzieś przed samym Krakowem. Tam w przydworcowej galerii handlowej zjadamy śniadanie i czekamy na jeszcze jednego uczestnika naszej wycieczki – Łukasza. Ok. 10 wsiadamy do autobusu, który zawozi nas do samego Nowego Targu.
Na dziś nie mamy konkretnego planu, tak więc robimy spacer po mieście,
Nowy Targzjadamy najpyszniejsze lody, jakie można dostać w Polsce
Taka kolejka po lody jest tu od samego rana aż do zamknięcia okienkai idziemy na zachód słońca.
Zachód słońca nad Gorcami widziany ze wzgórz KowańcaNiedziela, 4 sierpnia

Na dziś przewidziana jest krótka, rozruchowa wycieczka po Beskidzie Sądeckim. Musimy dostać się do Szczawnicy. Niestety cywilizowana komunikacja w tym rejonie została zastąpiona busową, której wszelkie wady odczuwamy już przy pierwszej podróży – jazda na sardynki (lub glonojady), trzymanie piętrowo bagaży na kolanach, głowie, gdziekolwiek i pan kierowca, dla którego bus był z gumy i nie było opcji, żeby kogoś z przystanku nie zabrać. Taki mały dramacik…
Szczawnica przeszła w ostatnich latach sporą zmianę na plus. Budynki, które jeszcze kilka lat temu popadały w ruinę zostały ładnie odnowione, to samo dotyczy parku, alejek, placów. Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni.
Pomimo wczesnej pory odczuwamy już dość wysoką temperaturę. Z centrum wędrujemy wzdłuż żółtych znaków w kierunku placu Dietla
Plac Dietla w Szczawnicyi dalej przez Bryjarkę
Widok na Tatry z podejścia na Bereśnikdo Schroniska Pod Bereśnikiem.
Przy Schornisku pod BereśnikiemWidoki na Tatry i Pieniny mamy piękne, ale upał daje się mocno we znaki. W schronisku odpoczynek na uzupełnienie wypoconych płynów i czas na drugie śniadanie.
Widok na Szczawnicę z okna schroniskaDalej podążamy żółtym szlakiem na Dzwonkówkę. Był plan, żeby jeszcze odbić na przełęcz Przysłop, która jest dobrym punktem widokowym, jednak upał zdecydowanie odciągnął nas od tego pomysłu. Stąd wędrujemy czerwonym szlakiem do Krościenka, gdzie kończymy wycieczkę. Ludzi, których spotkaliśmy na dzisiejszym szlaku można policzyć na palcach jednej ręki. Lubię takie klimaty.

Poniedziałek, 5 sierpnia

Po małym rozruchu czas na kolejną wycieczkę, tym razem na pograniczu Pienin i Beskidu Sądeckiego. Celem na dziś jest Bacówka na Obidzy.
Ponownie ruszamy busem do Szczawnicy, tam przesiadka na kolejnego busa i w ten oto sposób znajdujemy się w Jaworkach. Wysiadamy przy wejściu do Wąwozu Homole, jednak to nie tędy prowadzi nasz dzisiejszy szlak. My wędrujemy dalej asfaltem żółtym szlakiem w kierunku Białej Wody i Wąwozu Międzyskały. Dziś pogoda bez zmian czyli upał.
Pniemy się w górę wąwozem pomiędzy ciekawymi skałkami. Nabierając wysokości możemy podziwiać coraz to szerszą panoramę. Widać Pieniny, Gorce… Niestety szlak prowadzi cały czas odsłoniętym terenem, więc jesteśmy już mocno wymęczeni palącym słońcem.
Widok z góry na Wąwóz MiędzyskałyŻółtym szlakiem dochodzimy w okolicę Przełęczy Rozdziela.
Widok z Przełęczy RozdzielaTam obieramy szlak niebieski i wędrujemy w stronę wyczekiwanej z utęsknieniem Bacówki. Szlak niebieski całe szczęście prowadzi lasem i dużo mniej nachylonym terenem. Bacówka to tak naprawdę spory, bardzo ładny budynek oferujący noclegi i posiłki. Jedzenie jest pyszne. Takie dania jak pierogi czy kluski na parze panie kucharki robią na miejscu (udało mi się podejrzeć zamawiając posiłki) co u mnie bardzo punktuje dane miejsce. Widoki spod Bacówki piękne. Widać Beskid Sądecki i dolinę, w której położona jest Piwniczna- Zdrój.
Beskid Sądecki widziany spod Bacówki na ObidzyBardzo polecam to miejsce! Po godzinnym popasie wybieramy szlak czerwony, którym kierujemy się z powrotem do miejsca gdzie rozpoczęliśmy dzisiejszą wycieczkę.
Szlak Czerwony z Bacówki na Obidzy w stronę JaworekO ile na żółtym szlaku na Przełęcz Rozdziela spotykaliśmy co jakiś czas turystów o tyle od przełęczy aż do Jaworek nikogo (z wyłączeniem okolic Bacówki). Podoba mi się ten Beskid Sądecki. Trzeba tu będzie jeszcze przyjechać kiedyś.

Wtorek, 6 sierpnia

Upał nie odpuszcza a raczej z dnia na dzień się wzmaga. Co by tu robić, żeby się „nie zajechać”. Postanawiamy pojechać po raz kolejny do Szczawnicy, wypożyczyć rowery i przejechać się wzdłuż Dunajca. Był to dobry pomysł, bo Droga Pienińska w większości jest ocieniona i nad wodą, co powoduje (chciałoby się napisać przyjemny chłodek) znośną temperaturę.
Przełom DunajcaDojeżdżamy do Czerwonego Klasztoru – miejscowości, która wzięła swą nazwę od znajdującego się tam dawnego klasztoru kartuzów i kamedułów.

Czerwony KlasztorW planach mieliśmy dalszą trasę wzdłuż Dunajca, aż do Zamku w Niedzicy, jednak jazda w tym upale w pełnym słońcu mogłaby się źle skończyć, dlatego decydujemy się na małą kąpiel w Dunajcu i krótki odpoczynek pod Trzema Koronami.
Trzy KoronyWracamy tą samą drogą, ponieważ w Szczawnicy musimy oddać wypożyczone rowery. Wyszło nam, ze przejechaliśmy niecałe 40km. I tak nieźle jak na taką pogodę.

Środa, 7 sierpnia

Gdybyśmy pojechali na wakacje do Egiptu podejrzewam, że warunki atmosferyczne mielibyśmy takie same. Na dziś przewidujemy dzień odpoczynku. Jednak dzień odpoczynku to nie leżenie do góry brzuchem. Dziś jedziemy zwiedzić 2 zamki – w Niedzicy i Czorsztynie. Z Nowego Targu jak zwykle busem udajemy się do Niedzicy. Tutaj najpierw idziemy na zaporę na Jeziorze Czorsztyńskim, skąd rozpościerają się bardzo ładne widoki na oba zamki. Po krótkim spacerze i kilku zdjęciach podążamy w stronę zamku. Jest to częściowo odrestaurowana średniowieczna warownia.
Widok z zapory na zamek w Niedzicy. W tle można wypatrzyć również zamek w CzorsztyniePomimo wczesnej godziny ludzi jest już tutaj sporo. Zamek bardzo ładny, warto zapłacić parę złotych za bilet i zobaczyć jak wygląda od środka.
Drugi zamek znajduje się na przeciwnym brzegu Jeziora Czorsztyńskiego i gdyby nie promowa przeprawa ciężko byłoby się tam przedostać bez własnego samochodu. Statkiem jednak przepływamy tę odległość w jedyne 10 minut.

Widok na zamek w Niedzicy z promuW Czorsztynie znajdują się ruiny gotyckiego zamku z XIV w. Jednak nie wchodzimy już do środka. Spacer z przystani na strome wzgórze, na którym znajduje się zamek dał nam nieźle popalić i nie mamy już siły chodzić po słońcu. A niestety na przystanek, gdzie podjeżdża bus, który zabierze nas do Nowego Targu przed nami jeszcze długa droga w pełnym słońcu, pod stromą górę. Przy przystanku przeżywamy chwile grozy ponieważ rozkłady jazdy, który posiadaliśmy nie zgadzają się z tym wiszącym a ponadto bus się spóźnia. Dalszy spacer do głównej drogi na Nowy Targ odsłoniętymi polami z pewnością by nas wykończył do reszty. Całe szczęście spóźniony, bo spóźniony, ale bus przyjeżdża.

Czwartek, 8 sierpnia

Czwartek to dzień, w którym w Nowym Targu odbywa się słynny targ. Trzeba w takim razie go koniecznie odwiedzić. Na dziś i tak zapowiadane jest 37 st. w cieniu, więc żadna wycieczka nie wchodzi w grę. Na dworze czuję się jak w piekarniku z włączonym termoobiegiem. Postanawiam wyjść ponownie z pokoju dopiero po zachodzie słońca. Wieczór upływa nam na zajadaniu jak co dzień pysznych lodów.

Piątek, 9 sierpnia

To już ostatni dzień w Nowym Targu a wciąż nie udało się zrealizować wycieczki na Turbacz. Dziś ostatnia szansa. Żeby ominąć największe upały wsiadamy w autobus, który zawozi nas do Obidowej (miejsca, gdzie zaczyna się szlak) już o 6:30. O 8 meldujemy się w Schronisku na Starych Wierchach. Niestety pomimo wczesnej godziny jest już gorąco, a na Turbacz stąd są ponad 2 godziny marszu. Ponadto widoków nie ma wcale z powodu dużego zamglenia, a na dodatek na popołudnie zapowiadają burze. To wszystko powoduje, że zamiast na Turbacz idziemy do Rabki przez Maciejową. To również daleka droga (mapa pokazuje ponad 2 godziny), ale przynajmniej będzie z górki. Tak więc wolnym tempem w godzinę dochodzimy do Schroniska na Maciejowej.
Urocze Schrosniko na MaciejowejTutaj organizujemy krótką przerwę. Z powodu coraz większego zachmurzenia i zapowiadanych burz i ulewy schodzimy szybkim krokiem do Rabki. Szlak jest malowniczy.
Zejście z Maciejowej do RabkiRzadko już spotykane snopki siana można jeszcze zobaczyć w GorcachWieczorem faktycznie przychodzi solidna burza, jednak całe szczęście my jesteśmy już w Nowym Targu.

Sobota, 10 sierpnia

Sobota to dzień przeprowadzki a zarazem pożegnanie z Łukaszem, ponieważ w Tatry jedziemy już sami. Po wczorajszej burzy temperatura się znacznie obniżyła. Jest mgliście i pada, ale dzięki temu możemy się schłodzić po tym tropikalnym tygodniu.

[19-22.10.2012] Pieniny & Tatry

Długo planowana i przesuwana wycieczka nareszcie dochodzi do skutku. W końcu udaje się dopasować dogodny termin dla całej grupy. Pogoda również zapowiada się bardzo dobrze. No to w drogę!

piątek, 19 października

Po pracy pakujemy się do pociągu w stronę Krakowa, gdzie jesteśmy umówieni z Łukaszem. Dalej już razem podróżujemy autobusem do Nowego Targu. Ok. 22 wysiadamy na miejscu, ale to jeszcze nie pora na udanie się na nocleg. Najpierw czeka nas ustalenie skąd odjeżdża bus, którym jutro chcemy się dostać do Sromowców, gdzie zaczynamy wycieczkę. Nie jest to proste, ale po obejściu połowy centrum i przeczytaniu kilku słupków przystankowych udaje się znaleźć. W takim razie teraz możemy się udać do pensjonatu na zasłużony odpoczynek.

sobota, 20 października

Wczesna pobudka (jak na sobotę), ponieważ musimy zdążyć na jedynego chyba w tym dniu busa do Sromowców. Za oknem zupełne mleko i o ile w mieście jeszcze coś było widać to podczas jazdy do Sromowców już zupełnie nic. Mgła jest tak gęsta, że w ogóle nie widzimy oddalonego od nas jedynie o parę metrów Jeziora Czorsztyńskiego. A szkoda, bo panorama byłaby na pewno ciekawa. W Sromowcach nie lepsze widoki. Po wyjściu z busa i odczekaniu jakiś 15 minut pojawia się druga część naszej wycieczkowej grupy, więc możemy ruszać w drogę. Idziemy żółtym szlakiem w kierunku Przełęczy Szopka, jednak już po paru minutach zatrzymujemy się w schronisku Trzy Korony na śniadanie i ogrzanie, ponieważ wystarczyło kilkunastominutowe oczekiwanie we mgle, by porządnie przemarznąć.

Po krótkim popasie ruszamy żwawo dalej żółtym szlakiem przez Wąwóz Szopczański. Na początku idziemy we mgle.

Jednak wraz z nabieraniem wysokości, przez mgłę zaczyna się przedzierać niebieskie niebo.

Początkowo płaski szlak zmienia się z czasem w strome podejście. Ale w całkiem dobrym tempie osiągamy przełęcz.

Nad nami niebieskie niebo, pod nami mgła a piękny widok na Tatry przed nami.

Z przełęczy ruszamy niebieskim szlakiem zwanym Sokolą Percią w stronę Trzech Koron. Ostatnie podejście na szczyt jest poprowadzone po metalowych kładkach i schodach a na wierzchołku jest bardzo mało miejsca, tak więc przy pięknej pogodzie jaką dzisiaj mamy tworzą się kolejki no i swoje trzeba odstać. Ale warto. Mamy widoki od Babiej Góry, przez Gorce, Beskid Sądecki, Pieniny aż po Tatry. A w dole przełom Dunajca.

Po krótkim postoju na szczycie, kierujemy się dalej Sokolą Percią w kierunku Góry Zamkowej, na której jak łatwo się domyślić po nazwie znajdują się ruiny zamku. Dalej wędrujemy w kierunku żółtego szlaku, który doprowadzi nas do Krościenka.

Na rynku w Krościenku żegnamy się z częścią ekipy, która tu nocuje i wracamy do Nowego Targu. Oczekiwanie na autobus umila nam kwejk :)

niedziela, 21 października

Plan na dziś to Sokolica, Czertezik i Czerteż, czyli dalsza część Sokolej Perci. Za oknem zupełna mgła, ale w takim razie jeśli się pospieszymy to jest szansa załapać się na morze mgieł. Jedziemy do Szczawnicy, ale z przesiadką w Krościenku, gdzie czeka na nas reszta ekipy. Co ciekawe szlak zaczyna się przeprawą przez Dunajec. Nie, mostu nie ma, ale za to jest pan flisak, który za 2 zł przewozi nas na drugą stronę. Nad rzeką zimno mocno daje się odczuć.

Po drugiej stronie od razu zaczyna się strome podejście. Idziemy we mgle. Ale w bardzo szybkim tempie osiągamy Sokolicę i co się okazuje? Jesteśmy nad chmurami. Ludzi na szczycie jeszcze niewiele, więc mamy sporo miejsca, żeby się rozgościć i zacząć sesję foto.

Na szczycie zabawiamy z jakąś godzinę. W międzyczasie chmury na dole już zupełnie znikają. Opłacało się jednak wcześniej wstawać. Zjadamy drugie śniadanie i ruszamy dalej, ponieważ część grupy już dzisiaj musi wracać do Warszawy. Udajemy się dalej szlakiem niebieskim w kierunku Czertezika. Czyli jak to w Pieninach bywa, najpierw stromo w dół a potem stromo w górę. Na Czerteziku również mamy punkt widokowy a stamtąd piękny widok na przełom Dunajca.

Nawet Babią Górę udaje się wypatrzeć

Szlak momentami robi się prawdziwie tatrzański.

Dookoła nas jesienne kolory.

Przez Czerteż idziemy dalej Sokolą Percią w kierunku Bajkowego Gronia i tam odbijamy na żółty szlak (znany nam już z poprzedniego dnia) w kierunku Krościenka.

Wieczorem wybieramy na wzgórze nad Nowym Targiem, żeby pooglądać zachód Słońca. Niestety trochę się spóźniamy.

poniedziałek, 22 października

Na dziś żadnych konkretnych planów nie mamy. Są trzy wiadome. Połowa grupy już wczoraj wyjechała. Łukasz ma autobus powrotny ok. 16 z Krakowa. My mamy czas do 20 żeby znaleźć się w stolicy Małopolski. Co w związku z tym? Był pomysł, żeby iść na Turbacz albo na spacerek do doliny Kościeliskiej. Po dłuższych konsultacjach w końcu postanawiamy, że pójdziemy na Halę Kondratową. Tak więc wczesnym rankiem wsiadamy do autobusu do Zakopanego. Na dworcu przesiadamy się busa w kierunku Kuźnic. Podjeżdżamy na miejsce? Ale ale, coś się nie zgadza? Gdzie jest kolejka do wyciągu na Kasprowy? Przecież zawsze ciągnie się kilkaset metrów. Trzeba sprawdzić o co chodzi. Podchodzimy do kasy, a tam ku naszemu zaskoczeniu siedzi pani i sprzedaje bilety. Pytamy nieśmiało czy można kupić na teraz wjazd a pani mówi ?oczywiście?. No i w tym momencie bez wahania zmieniamy plany. Co tam Hala Kondratowa, jeśli można się dostać w 15 minut na Kasprowy. To chyba jedyna taka okazja, żeby wjechać tam bez 4-godzinnego oczekiwania. Pogoda zapowiada się wyśmienicie. W Kuźnicach jeszcze chłodek, ale jak się okazuje na szczycie jest dużo cieplej niż na dole. No i super. Chłopcy to oczywiście rozbierają się do T-shirtów. Ja zostaję jednak w swoim polarze, ale jak na koniec października to warunki pogodowe wymarzone. Jest 8:15 a my już na prawie 2000 m.

Z Kasprowego idziemy Suchą Doliną Stawiańską do Hali Gąsienicowej a dokładniej na drugie śniadanie do schroniska Murowaniec. Po śniegu, który już tej jesieni zdążył spaść w Tatrach nie ma śladu. Na szlakach pustki. Aż do Murowańca mijamy dosłownie kilku turystów.

W schronisku zjadamy pyszną pomidorową i szarlotkę. Jest godzina 10. Takiej ciszy i pustek tu jeszcze nigdy nie widziałam, a jestem tu po raz ok. 20. Cisza i spokój. I przygrzewające słoneczko. Żyć nie umierać. Łukasz, aby zdążyć na autobus postanawia nas opuścić wcześniej, tak więc zostajemy z Adamem sami. Siedzimy jeszcze z godzinkę i się wygrzewamy. Ale nadchodzi czas kiedy trzeba wracać. Powoli wędrujemy niebieskim szlakiem na Przełęcz między Kopami.

Tam skręcamy na Skupniów Upłaz i przez Boczań dochodzimy do Kuźnic. Tu nasza 3-dniowa wycieczka się kończy. Wsiadamy do busa, jedziemy na Krupówki (niestety tu bez względu na porę roku tłumy) na obiad i po oscypka i w końcu na dworzec.