[19.10.2014] Wzdłuż Wkry na dwóch kołach. Zakończenie sezonu rowerowego

Po intensywnych rowerowych wakacjach, mając już wyrobioną kondycję pod koniec sezonu, postanawiamy się wybrać na nieco dłużą wycieczkę niż do tej pory bywało. Jedziemy pociągiem do Modlina i dalej już na dwóch kółkach pedałujemy wzdłuż Wkry aż do Sochocina. Tu odbijamy od rzeki i jedziemy przez takie miejscowości jak Obrąb, Kałki, Kownaty Żędowe aż do Ciechanowa. W Ciechanowie zjadamy najgorszą pizzę w życiu, wsiadamy do pociągu i wracamy do Warszawy.
Tereny na rower są bardzo malownicze, nie jest tu tak płasko jak w okolicach Warszawy, krajobraz jest ładnie pofałdowany, a sama Wkra bardzo czysta. Trasa łącznie z dojazdem i powrotem z dworca wyniosła 91 km. Do setki zabrakło niecałych 9 km, ale zabrakło również motywacji, żeby wykręcić je jeszcze w okolicy domu.

ModlinNad WkrąKosewko. Most nad WkrąMost nad Wkrą w KosewkuGdzieś po drodzeGdzieś po drodzeDo Ciechanowa już całkiem niedaleko

[11.08.2012] Ciechanów

Ponieważ z powodu złych prognoz pogodowych (-2 st. C oraz opady śniegu w Tatrach) zrezygnowaliśmy z wyjazdu do Popradu pojawił się nagle wolny czas, który trzeba było jakoś ciekawie wykorzystać. Tak więc stanęło na wycieczce do Ciechanowa.

Dworzec mamy prawie pod domem (Google pokazuje, że 1km). Więc mając pociąg o 8:20 można sobie nawet rano pospać. Na dworcu kupujemy bilety dobowe na Koleje Mazowieckie a także jagodziankę, pączka oraz wodę i jedziemy.

Jedzie się całkiem przyjemnie, tylko niestety sennie, ponieważ za oknami co jakiś czas pada deszcz.

Wysiadamy po ok. 1,5h. Najpierw wędrujemy w stronę rynku,


następnie oglądamy (ale tylko z zewnątrz) browar.


Zwiedzamy również zamek książęcy z XIV w. Niestety z powodu rewitalizacji (która polega na umieszczeniu wewnątrz zupełnie nie pasującej żelbetonowo-przeszkolnej konstrukcji architektonicznej)  nie możemy wejść do środka.


Przechadzamy się głównym deptakiem,


zwiedzamy kościół farny z XVI w. (tu niestety wszystkie drzwi pozamykane na 3 spusty)


i wdrapujemy się na Farską Górę (na której znajduje się neogotycka dzwonnica).

Na koniec zjadamy całkiem dobrą pizzę i kierujemy się do pociągu. Kiedy dochodzimy na stację zaczyna lać. Co za wyczucie czasu!

Mimo kapryśnej pogody wycieczka całkiem udana. Miasto sympatyczne, ale bez rewelacji.