[03-06.10.2014] Z plecakiem przez Beskid Sądecki Głównym Szlakiem Beskidzkim

Wyjazd w Beskid Sądecki w odróżnieniu od poprzedniego wypadu w Tatry, był długo planowany i wyczekiwany. Tradycją już się stało, że w październiku wyjeżdżamy na kilka dni w Beskidy i wędrujemy z plecakiem od schroniska do schroniska. O tej porze roku pogoda jest najbardziej stabilna, nie ma już  upałów, burze też bardzo rzadko się zdarzają i jak dotąd zawsze udawało się trafić piękne słońce. Niestety, nie tym razem. Jeszcze na kilka dni przed wyjazdem prognozy pogody były bardzo obiecujące. Jednak jak to często bywa – nie sprawdziły się.

Piątek, 3 października

Ruszamy bardzo wcześnie, bo już o 5 rano siedzimy w pociągu do Krakowa. Tam na dworcu spotykamy się z Dominikiem, który będzie wędrować razem z nami. Pakujemy się do autobusu jadącego do Szczawnicy – naszego punktu startowego. Podróż mija bardzo przyjemnie. Za oknem mogę podziwiać nieznane do tej pory rejony Beskidu Wyspowego.
W Szczawnicy pogoda nie powala – jest pochmurno i zimno. No cóż, robimy szybkie zakupy spożywcze i zaczynamy maszerować niebieskim szlakiem w stronę Przehyby.

Plac Dietla w SzczawnicyWidok z początkowego fragmentu niebieskiego szlaku ze Szczawnicy na PrzehybęWodospad ZaskalnikNiestety im jesteśmy wyżej tym mgła staje się coraz gęstsza. Wchodzimy w chmury, które dziś wiszą bardzo nisko. Szlak prowadzi cały czas lasem, nie jest szczególnie widokowy, więc przynajmniej nie rozpaczamy aż tak bardzo.

NIebieski szlak ze Szczawnicy na Przehybę.Po około trzech godzinach dochodzimy do schroniska, w którym będziemy dziś nocować. Na szlaku nie spotkaliśmy chyba nikogo. Mgła dookoła zrobiła się taka gęsta, że do końca dnia nie wychodzimy już na zewnątrz.

Sobota, 4 października

Pierwsze co robimy po przebudzeniu to spoglądamy przez okno w celu sprawdzenia warunków atmosferycznych. Cóź…. dziś z widoków też chyba nici.

Widok z pokoju schroniska na Przehybie.Nie ma co czekać na poprawę pogody. Zjadamy śniadanie, pakujemy plecaki i ruszamy w dalszą trasę. Dziś idziemy czerwonym szlakiem przez Radziejową do Rytra. Tak naprawdę czerwony szlak (Główny Szlak Beskidzki) opuścimy dopiero na sam koniec wyprawy, w Krynicy-Zdroju. Początkowo idziemy w zupełnej mgle, ale po jakimś czasie troszkę się przeciera i nawet przez chwilę widać Tatry.

Widok sprzed schroniska na Przehybie.Na czerwonym szlaku pomiędzy Przehybą a Radziejową.Widok na Tatry ze szlaku Przehyba-Radziejowa.Momentami nawet próbuje się przebić przez tę mgłę jakiś promyk słońca.

W okolicach Złomistego Wierchu między drzewami pojawił się nasz dzisiejszy pierwszy cel – Radziejowa – najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego. Łudzimy się, że jakąś panoramę ze szczytu uda nam się obejrzeć.

Radziejowa widziana z okolic Złomistego Wierchu.Gdy dochodzimy do Radziejowej brniemy znowu w gęstej mgle. Wchodzimy na wieżę widokową (która akurat tutaj jest bardzo potrzeba, ponieważ sam szczyt pokryty jest gęstym lasem) i czekamy na widoki, które z tego szczytu są podobno piękne i bardzo rozległe. Wieża jest wysoka i bardzo stroma, co przy wchodzeniu na nią z ciężkim plecakiem jest nie lada wyzwaniem.

Wieża widokowa na Radziejowej.Na wieży spędzamy godzinę. Jemy, pijemy i czekamy choć na chwilowe widoki. Chmury bardzo szybko się przemieszczają, jednak ani na chwilę nie chcą się rozstąpić. Momentami widać, że jesteśmy pomiędzy dwiema warstwami chmur, tymi niskimi zakrywającymi góry i wysokimi zasłaniającymi nam słońce.

Widok z Radziejowej.Po upływie godziny poddajemy się, schodzimy i maszerujemy dalej czerwonym szlakiem w stronę Wielkiego Rogacza.  Po zejściu na Przełęcz Żłóbki pojawia się słońce, ale Radziejowa nadal pozostaje w chmurach.

Przełęcz ZawórNa Rogacza wchodzimy w przygrzewającym słoneczku. Od razu robi się cieplej i dużo przyjemniej.

Widok z podejścia na Wielkiego Rogacza.Jednak zaraz za Rogaczem wchodzimy z powrotem w mgłę, która będzie nam towarzyszyć już do samego Rytra. A po drodze miały być takie piękne widoki…

Mgła robi się tak gęsta, że momentami mamy problem z odnalezieniem szlaku. Nie zatrzymujemy się nigdzie po drodze, tylko schodzimy od razu do Rytra, gdzie dziś będziemy nocować. Na szlaku przez cały dzień spotkaliśmy zaledwie kilka osób.

Niedziela, 5 października

Poranek bez zmian – nadal nic nie widać. Jednak po śniadaniu zaczyna się powoli przecierać i po chwili możemy z okna pokoju podziwiać takie oto widoki.

Widok z okna pokoju w Rytrze.Spektakl trwa około pół godziny i robi się totalna lampa.

Widok z okna pokoju w Rytrze, m.in. na ruiny Zamku Ryterskiego.W nocy dołączyła do nas Gosia i dziś w czwórkę ruszamy na Halę Łabowską. Pierwszym punktem trasy (leżącym prawie przy naszym szlaku) są ruiny Zamku Ryterskiego. Tu robimy pierwszy postój, ponieważ  z zamku roztacza się piękny widok na dolinę Popradu i położone w niej Rytro oraz okoliczne góry Beskidu Sądeckiego.

Zdjęcie z okolic Zamku Ryterskiego na Rytro i okolice.Ruiny Zamku RyterskiegoWracamy z powrotem na czerwony szlak i wędrujemy do schroniska Cyrla, gdzie zatrzymujemy się na obiad. Schronisko jest bardzo przyjemne i dają bardzo dobrze zjeść. Minusem był fakt, że na jedzenie (tylko zupy) czekaliśmy około godziny (jakieś 40 minut w kolejce i 20 minut  przy stoliku). W schronisku było sporo turystów, a za ladą (od przyjmowania zamówień i wydawania posiłków) jedna osoba. Trochę zniesmaczeni tym faktem, ale z pełnymi brzuchami ruszamy dalej przed siebie.

Prywatne Schronisko CyrlaNareszcie mamy widoki!

Widok z okolicy Hali JaworzynaIdziemy niespiesznym tempem, zatrzymując się co jakiś czas na zdjęcia. Jest ciepło i bardzo przyjemnie. Dopiero pod koniec dnia znowu, jakby znikąd nagle robi się mgła, która z każdym krokiem staje się coraz gęstsza. W takich mrocznych klimatach docieramy do Schroniska na Hali Łabowskiej, w którym nocujemy.

Poniedziałek, 6 października

Rano budzi nas słońce, a z okna pokoju możemy podziwiać bardzo ciekawe widoki.

Widok z okna pokoju w Schronisku na Hali Łabowskiej.Widok z okna pokoju w Schronsiku na Hali ŁabowskiejNiestety zanim się spakowaliśmy i zjedliśmy śniadanie z powrotem wróciła mgła, w której przyszło nam wędrować przez pierwszą godzinę dzisiejszej trasy.

Schronsiko na Hali Łabowskiej.Dzisiaj już niestety ostatni etap naszej wyprawy, czyli trasa Hala Łabowska – Krynica-Zdrój. Przy podejściu na szczyt Runek znowu wraca słońce. Robi się ciepło i kurtki można pochować do plecaków. W planach było przewidziane również odbicie na niebieski szlak prowadzący do Schroniska Wierchomla, które słynie z pięknych widoków na Tatry, jednak po pierwsze – pomimo słońca widoczność jest dziś bardzo kiepska, po drugie – może nam zabraknąć czasu, żeby zdążyć na pociąg w Krakowie. Tak więc rezygnujemy z tego wariantu i postanawiamy tu wrócić innym razem. W krótkim czasie docieramy na kolejny szczyt jakim jest Jaworzyna Krynicka – kojarzona głównie z zimowym szaleństwem na nartach.

Na Jaworzynie Krynickiej.Dopiero tutaj pojawiają się pierwsi turyści, ponieważ na szczyt wjeżdża z Krynicy kolejka gondolowa. Co poniektórych napada tu głupi pomysł, żeby zjechać w dół kolejką, jednak po moim wyrazie niezadowolenia oraz sprawdzeniu cennika wszyscy postanawiają jednak zejść o własnych nogach. Szlak zejściowy jest bardzo widokowy, prowadzi częściowo trasą narciarską. Nie obyło się jednak bez brnięcia w grząskim błocie i błądzenia po lesie z powodu zrywki drewna.

Zejście z Jaworzyny Krynickiej do Krynicy czerwonym szlakiem.Czerwony szlak z jaworzyny Krynickiej do Krynicy-Zdrój.Końcowy odcinek szlaku daje nam nieźle popalić, ponieważ gdy mocno już zmęczeni całodziennym marszem dochodzimy do drogi prowadzącej do Krynicy szlak prowadzi „na skróty” przez las i czeka nas jeszcze jedno strome podejście. Całe szczęście ostatnie i z grzbietu Holicy schodzimy już w dół do Krynicy.

Ostatnie metry naszej czterodniowej trasy po Beskidzie Sądeckim.W Krynicy wsiadamy w autobus do Krakowa, w którym rozstajemy się z Gosią i Dominikiem i wracamy do Warszawy.

Przez 4 dni pokonaliśmy ok. 60 km i ponad 2500 m podejścia. Mimo kiepskiej pogody wycieczkę i tak uważamy za udaną. Takie 4 dni z dala od cywilizacji dobrze robią, gdy na co dzień żyje się w wielkim mieście pełnym ludzi, korków i wiecznego pośpiechu.

[03-10.08.2013] Długi urlop cz. 1

Wyczekiwany przez wiele miesięcy długi urlop w końcu nadszedł. Dawno minęły czasy, kiedy wakacje trwały 3 miesiące. Teraz pozostał krótki urlop, który zwie się długi, ponieważ trwa „aż” całe dwa tygodnie. Jak to się zmienia perspektywa jak człowiek zacznie pracować?

Pomysłów było kilka, założenie jedno – wyjazd ma nie nadwyrężyć naszego budżetu. Tak więc wymarzona Norwegia oddala się w bliżej nieokreśloną przyszłość. O morzu czy jeziorach nawet nie myśleliśmy. To jest dobry pomysł na przedłużony weekend, ale nie na dwa tygodnie, tak więc nikogo chyba nie zdziwi, że znów wybyliśmy w góry. Ale żeby urozmaicić wyjazd, podzieliliśmy go na dwie części – pierwsza obejmowała nocleg w Nowym Targu i „zaliczanie” Beskidu Sądeckiego, Pienin i Gorców; druga Zakopane i Tatry.

Sobota, 3 sierpnia

Ruszamy pociągiem w stronę Krakowa wcześnie rano, bo już kilka minut po piątej. Całe szczęście w pociągu mogę z powrotem zapaść w sen i tym sposobem wyspana budzę się już gdzieś przed samym Krakowem. Tam w przydworcowej galerii handlowej zjadamy śniadanie i czekamy na jeszcze jednego uczestnika naszej wycieczki – Łukasza. Ok. 10 wsiadamy do autobusu, który zawozi nas do samego Nowego Targu.
Na dziś nie mamy konkretnego planu, tak więc robimy spacer po mieście,
Nowy Targzjadamy najpyszniejsze lody, jakie można dostać w Polsce
Taka kolejka po lody jest tu od samego rana aż do zamknięcia okienkai idziemy na zachód słońca.
Zachód słońca nad Gorcami widziany ze wzgórz KowańcaNiedziela, 4 sierpnia

Na dziś przewidziana jest krótka, rozruchowa wycieczka po Beskidzie Sądeckim. Musimy dostać się do Szczawnicy. Niestety cywilizowana komunikacja w tym rejonie została zastąpiona busową, której wszelkie wady odczuwamy już przy pierwszej podróży – jazda na sardynki (lub glonojady), trzymanie piętrowo bagaży na kolanach, głowie, gdziekolwiek i pan kierowca, dla którego bus był z gumy i nie było opcji, żeby kogoś z przystanku nie zabrać. Taki mały dramacik…
Szczawnica przeszła w ostatnich latach sporą zmianę na plus. Budynki, które jeszcze kilka lat temu popadały w ruinę zostały ładnie odnowione, to samo dotyczy parku, alejek, placów. Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni.
Pomimo wczesnej pory odczuwamy już dość wysoką temperaturę. Z centrum wędrujemy wzdłuż żółtych znaków w kierunku placu Dietla
Plac Dietla w Szczawnicyi dalej przez Bryjarkę
Widok na Tatry z podejścia na Bereśnikdo Schroniska Pod Bereśnikiem.
Przy Schornisku pod BereśnikiemWidoki na Tatry i Pieniny mamy piękne, ale upał daje się mocno we znaki. W schronisku odpoczynek na uzupełnienie wypoconych płynów i czas na drugie śniadanie.
Widok na Szczawnicę z okna schroniskaDalej podążamy żółtym szlakiem na Dzwonkówkę. Był plan, żeby jeszcze odbić na przełęcz Przysłop, która jest dobrym punktem widokowym, jednak upał zdecydowanie odciągnął nas od tego pomysłu. Stąd wędrujemy czerwonym szlakiem do Krościenka, gdzie kończymy wycieczkę. Ludzi, których spotkaliśmy na dzisiejszym szlaku można policzyć na palcach jednej ręki. Lubię takie klimaty.

Poniedziałek, 5 sierpnia

Po małym rozruchu czas na kolejną wycieczkę, tym razem na pograniczu Pienin i Beskidu Sądeckiego. Celem na dziś jest Bacówka na Obidzy.
Ponownie ruszamy busem do Szczawnicy, tam przesiadka na kolejnego busa i w ten oto sposób znajdujemy się w Jaworkach. Wysiadamy przy wejściu do Wąwozu Homole, jednak to nie tędy prowadzi nasz dzisiejszy szlak. My wędrujemy dalej asfaltem żółtym szlakiem w kierunku Białej Wody i Wąwozu Międzyskały. Dziś pogoda bez zmian czyli upał.
Pniemy się w górę wąwozem pomiędzy ciekawymi skałkami. Nabierając wysokości możemy podziwiać coraz to szerszą panoramę. Widać Pieniny, Gorce… Niestety szlak prowadzi cały czas odsłoniętym terenem, więc jesteśmy już mocno wymęczeni palącym słońcem.
Widok z góry na Wąwóz MiędzyskałyŻółtym szlakiem dochodzimy w okolicę Przełęczy Rozdziela.
Widok z Przełęczy RozdzielaTam obieramy szlak niebieski i wędrujemy w stronę wyczekiwanej z utęsknieniem Bacówki. Szlak niebieski całe szczęście prowadzi lasem i dużo mniej nachylonym terenem. Bacówka to tak naprawdę spory, bardzo ładny budynek oferujący noclegi i posiłki. Jedzenie jest pyszne. Takie dania jak pierogi czy kluski na parze panie kucharki robią na miejscu (udało mi się podejrzeć zamawiając posiłki) co u mnie bardzo punktuje dane miejsce. Widoki spod Bacówki piękne. Widać Beskid Sądecki i dolinę, w której położona jest Piwniczna- Zdrój.
Beskid Sądecki widziany spod Bacówki na ObidzyBardzo polecam to miejsce! Po godzinnym popasie wybieramy szlak czerwony, którym kierujemy się z powrotem do miejsca gdzie rozpoczęliśmy dzisiejszą wycieczkę.
Szlak Czerwony z Bacówki na Obidzy w stronę JaworekO ile na żółtym szlaku na Przełęcz Rozdziela spotykaliśmy co jakiś czas turystów o tyle od przełęczy aż do Jaworek nikogo (z wyłączeniem okolic Bacówki). Podoba mi się ten Beskid Sądecki. Trzeba tu będzie jeszcze przyjechać kiedyś.

Wtorek, 6 sierpnia

Upał nie odpuszcza a raczej z dnia na dzień się wzmaga. Co by tu robić, żeby się „nie zajechać”. Postanawiamy pojechać po raz kolejny do Szczawnicy, wypożyczyć rowery i przejechać się wzdłuż Dunajca. Był to dobry pomysł, bo Droga Pienińska w większości jest ocieniona i nad wodą, co powoduje (chciałoby się napisać przyjemny chłodek) znośną temperaturę.
Przełom DunajcaDojeżdżamy do Czerwonego Klasztoru – miejscowości, która wzięła swą nazwę od znajdującego się tam dawnego klasztoru kartuzów i kamedułów.

Czerwony KlasztorW planach mieliśmy dalszą trasę wzdłuż Dunajca, aż do Zamku w Niedzicy, jednak jazda w tym upale w pełnym słońcu mogłaby się źle skończyć, dlatego decydujemy się na małą kąpiel w Dunajcu i krótki odpoczynek pod Trzema Koronami.
Trzy KoronyWracamy tą samą drogą, ponieważ w Szczawnicy musimy oddać wypożyczone rowery. Wyszło nam, ze przejechaliśmy niecałe 40km. I tak nieźle jak na taką pogodę.

Środa, 7 sierpnia

Gdybyśmy pojechali na wakacje do Egiptu podejrzewam, że warunki atmosferyczne mielibyśmy takie same. Na dziś przewidujemy dzień odpoczynku. Jednak dzień odpoczynku to nie leżenie do góry brzuchem. Dziś jedziemy zwiedzić 2 zamki – w Niedzicy i Czorsztynie. Z Nowego Targu jak zwykle busem udajemy się do Niedzicy. Tutaj najpierw idziemy na zaporę na Jeziorze Czorsztyńskim, skąd rozpościerają się bardzo ładne widoki na oba zamki. Po krótkim spacerze i kilku zdjęciach podążamy w stronę zamku. Jest to częściowo odrestaurowana średniowieczna warownia.
Widok z zapory na zamek w Niedzicy. W tle można wypatrzyć również zamek w CzorsztyniePomimo wczesnej godziny ludzi jest już tutaj sporo. Zamek bardzo ładny, warto zapłacić parę złotych za bilet i zobaczyć jak wygląda od środka.
Drugi zamek znajduje się na przeciwnym brzegu Jeziora Czorsztyńskiego i gdyby nie promowa przeprawa ciężko byłoby się tam przedostać bez własnego samochodu. Statkiem jednak przepływamy tę odległość w jedyne 10 minut.

Widok na zamek w Niedzicy z promuW Czorsztynie znajdują się ruiny gotyckiego zamku z XIV w. Jednak nie wchodzimy już do środka. Spacer z przystani na strome wzgórze, na którym znajduje się zamek dał nam nieźle popalić i nie mamy już siły chodzić po słońcu. A niestety na przystanek, gdzie podjeżdża bus, który zabierze nas do Nowego Targu przed nami jeszcze długa droga w pełnym słońcu, pod stromą górę. Przy przystanku przeżywamy chwile grozy ponieważ rozkłady jazdy, który posiadaliśmy nie zgadzają się z tym wiszącym a ponadto bus się spóźnia. Dalszy spacer do głównej drogi na Nowy Targ odsłoniętymi polami z pewnością by nas wykończył do reszty. Całe szczęście spóźniony, bo spóźniony, ale bus przyjeżdża.

Czwartek, 8 sierpnia

Czwartek to dzień, w którym w Nowym Targu odbywa się słynny targ. Trzeba w takim razie go koniecznie odwiedzić. Na dziś i tak zapowiadane jest 37 st. w cieniu, więc żadna wycieczka nie wchodzi w grę. Na dworze czuję się jak w piekarniku z włączonym termoobiegiem. Postanawiam wyjść ponownie z pokoju dopiero po zachodzie słońca. Wieczór upływa nam na zajadaniu jak co dzień pysznych lodów.

Piątek, 9 sierpnia

To już ostatni dzień w Nowym Targu a wciąż nie udało się zrealizować wycieczki na Turbacz. Dziś ostatnia szansa. Żeby ominąć największe upały wsiadamy w autobus, który zawozi nas do Obidowej (miejsca, gdzie zaczyna się szlak) już o 6:30. O 8 meldujemy się w Schronisku na Starych Wierchach. Niestety pomimo wczesnej godziny jest już gorąco, a na Turbacz stąd są ponad 2 godziny marszu. Ponadto widoków nie ma wcale z powodu dużego zamglenia, a na dodatek na popołudnie zapowiadają burze. To wszystko powoduje, że zamiast na Turbacz idziemy do Rabki przez Maciejową. To również daleka droga (mapa pokazuje ponad 2 godziny), ale przynajmniej będzie z górki. Tak więc wolnym tempem w godzinę dochodzimy do Schroniska na Maciejowej.
Urocze Schrosniko na MaciejowejTutaj organizujemy krótką przerwę. Z powodu coraz większego zachmurzenia i zapowiadanych burz i ulewy schodzimy szybkim krokiem do Rabki. Szlak jest malowniczy.
Zejście z Maciejowej do RabkiRzadko już spotykane snopki siana można jeszcze zobaczyć w GorcachWieczorem faktycznie przychodzi solidna burza, jednak całe szczęście my jesteśmy już w Nowym Targu.

Sobota, 10 sierpnia

Sobota to dzień przeprowadzki a zarazem pożegnanie z Łukaszem, ponieważ w Tatry jedziemy już sami. Po wczorajszej burzy temperatura się znacznie obniżyła. Jest mgliście i pada, ale dzięki temu możemy się schłodzić po tym tropikalnym tygodniu.