[14.05.2015] Bella Italia #12 Jeszcze tylko Ferrara

Czwartek, 14 maja

To już nasz ostatni dzień we Włoszech. Od jutra zaczynamy powrót. Ciężko się żegnać z tak pięknym krajem. Na naszej liście „must see” zostały dwie pozycje: Padwa i Ferrara. Po porannym zastanowieniu się i przeanalizowaniu atrakcji stanęło na Ferrarze. Zaintrygowało mnie miasto, o którym wcześniej nigdy nic nie słyszałam. Dziś pogoda ponownie iście włoska. Niebieskie niebo, z którego leje się żar. Super! Jedziemy!

Ferrara położona jest ok. 50 km na północ od Bolonii. Jest to jedno z największych miast warownych tego regionu. Stare miasto w Ferrarze otoczone jest fortyfikacjami bastionowymi. Najciekawszą budowlą jest Castello Estense – zamek otoczony fosą położony w samym centrum miasta. Innym wartym zobaczenia zabytkiem jest katedra. Po odbyciu planu obowiązkowego udajemy się na spacer po dzielnicy żydowskiej. Tu jest niezwykle klimatycznie.

Katedra w FerrarzeRatusz w FerrarzeDzielnica żydowska w FerrarzePopołudniu wracamy na kemping, pakujemy się, a wieczorem ruszamy na spacer wzdłuż plaży. Idziemy niespiesznym krokiem do najbliższej miejscowości. Oczywiście wszystkie knajpki plażowe, wypożyczalnie leżaków i tym podobna infrastruktura zamknięta. Na plaży jesteśmy praktycznie sami. Od czasu do czas pojawia się jakiś przechodzień z psem lub człowiek na koniu(!). Plażowiczów zero. Wzdłuż plaży jest mnóstwo wysokiej zabudowy. Z daleka może się wydawać, że to hotele, jednak z bliska widać, że są to zwykłe bloki z mieszkaniami do wynajęcia w sezonie. Jesteśmy jeszcze przed sezonem, więc prawie we wszystkich mieszkaniach są spuszczone rolety. Dosyć upiorny krajobraz, jakby wszyscy opuścili tę okolicę. Gdy oddalamy się od plaży i wchodzimy w głąb miejscowości ze zdziwieniem obserwujemy otaczający nas krajobraz. Mam wrażenie, że znaleźliśmy się w jakimś wymarłym mieście, ewentualnie na jakimś planie zdjęciowym, na którym chwilowo jest przerwa. Ludzi zero, ruchu samochodowego brak, we wszystkich oknach spuszczone rolety, zero oznak jakiegokolwiek życia. Cudem udaje nam się znaleźć jedyny czynny sklep (ciekawe dla kogo, chyba jedynie dla zbłądzonych turystów takich jak my), w którym kupujemy prowiant na drogę powrotną. O ile gustuję w miejscach, w których jest cisza, spokój i nie ma zbyt dużo ludzi to tutaj poczułam się bardzo dziwnie i nieswojo…

Pożegnanie z morzem

[13.05.2015] Bella Italia #11 – mozaiki w Rawennie i mała Wenecja w Comacchio

Środa, 13 maja

Nasza miejscowość oddalona jest zaledwie o 30 km od Rawenny. Miasta słynącego z pięknych mozaik. Grzechem byłoby ich nie zobaczyć. Ale zanim tam dotrzemy  najpierw postój w Chomacchio. Postanowiliśmy zajrzeć do tej miejscowości, ponieważ w naszym atlasie samochodowym jest oznaczona jedną gwiazdką, co oznacza, że jest warta zobaczenia. Nie spodziewaliśmy się w sumie niczego szczególnego, a jednak mocno nas zaskoczyła. Comacchio nazywane jest małą Wenecją. Jest to mała miejscowość rybacka, gdzie zamiast ulic mamy kanały, a zamiast samochodów łódki. Panuje tu cisza i spokój, turystów nie widać. Robimy krótki spacer, wracamy do samochodu i jedziemy do Rawenny.

ComacchioComacchioComacchioComacchioW Rawennie zwiedzamy zabytki wczesnego chrześcijaństwa. Znajdują się tu bardzo ładne romańskie kościoły, które wewnątrz zdobione są pięknymi mozaikami. Oglądamy m.in. Baptysterium Ortodoksów, Kościół San Vitale i Sant’Apollinare Nuovo.

RawennaMozaiki w RawennieMozaiki w RawennieNa kemping wracamy dosyć wcześnie, więc postanawiamy jeszcze skorzystać z jego dobrodziejstw, tzn. basenu. Pogoda piękna, słońce świeci, tylko wiatr od morza silny i zimny. Na leżakach wytrzymujemy 10 minut. Ja po pięciu leżę już owinięta ręcznikiem. Po zanurzeniu stopy w basenie na ciele pojawia się gęsia skórka i nie mamy odwagi wejść dalej. Postanawiamy przenieść się na plażę. Woda w morzu okazała się cieplejsza niż w basenie. Ale i tak zanurzenie do pasa to szczyt naszych możliwości. Tak czy inaczej kąpiel w morzu zaliczona. Mimo iż dla mnie jest zbyt zimno na plażowanie, to i tak myślę, że taka pogoda to czasem szczyt marzeń w wakacje nad Bałtykiem. Na plaży jesteśmy sami. Pustki zupełne. Tutaj najbardziej widać, że zdecydowanie jest tu jeszcze przed sezonem. Przekonujemy się o tym również wieczorem kiedy wyruszamy na poszukiwanie knajpy, w której moglibyśmy zjeść kolację. Niestety w całej miejscowości czynna jest tylko jedna restauracja, o mocno wygórowanych cenach, serwująca ryby i owoce morza. Wszystko inne pozamykane na cztery spusty. Wracamy więc na kemping i robimy grilla.

Adriatyk w maju

 

[10-11.05.2015] Bella Italia #9 – Jeszcze tylko Chianti i jedziemy dalej!

Niedziela, 10 maja

To już nasz ostatni dzień w Figline Valdarno. Na deser zostawiliśmy sobie zwiedzanie Toskanii, a dokładnie regionu, w którym obecnie przebywamy, czyli Chianti. To właśnie tutaj znajdują się słynne winnice Chianti. Ja jednak nie jestem smakoszem tego wina. Nie mniej jednak jestem miłośnikiem tych krajobrazów. Na początek odwiedzamy miejscowość Greve in Chianti – urokliwe małe miasteczko. Właśnie odbywa się tu jarmark, możemy pooglądać ciekawe rękodzieło i zdegustować lokalne specjały. Miasteczko (jak większość w Chianti) otoczone jest malowniczymi wzgórzami, które porośnięte są winnicami. Mimo iż jest trochę turystów panuje tu spokój i cisza. Po zwiedzeniu Greve robimy sobie jeszcze spacer na pobliskie wzgórze. Zachęciły nas do tego drogowskazy, które kierowały na punkt widokowy. Oprócz winnic mijamy również gaje oliwne i okoliczne pola usiane pięknymi czerwonymi makami.

Greve in ChiantiPięknym elementem toskańskiego krajobrazu są renesansowe wille. Były one kiedyś arystokrackimi rezydencjami i zapewniały wypoczynek i wytchnienie w czasie upałów od dusznych i gorących miast takich jak Florencja, Siena czy Lukka. Wille zbudowane są z jasnego kamienia i pokryte rudawą dachówką, charakteryzują się również ogromnymi pięknie zaaranżowanymi ogrodami. Toskański krajobraz jest bardzo uporządkowany, ponieważ aby go zachować wprowadzono zakaz budowy nowych domów. Wiele z tych rezydencji pełni rolę gospodarstw agroturystycznych, są one bardzo popularne wśród turystów.

Nasz następny przystanek to Castellina in Chianti. (Jak dobrze, że jest taki wynalazek jak mapy googla i street view. Przynajmniej człowiek może przypomnieć sobie gdzie był.) Jak każda okoliczna miejscowość – piękna. Cóż tu więcej pisać.

Castellina in ChiantiDalej kierujemy się w stronię Radda in Chianti. Gdzie nie spojrzeć tam pięknie.

Popołudniu wracamy na kemping i korzystamy jeszcze z basenów. Mimo iż w dzień jest tutaj ponad 30 st. to noce bywają chłodne i temperatura spada do ok. 10 st., tak więc woda w ciągu jednego dnia nie jest się w stanie nagrzać do temperatury akceptowalnej przeze mnie. Całe szczęście jest jeden basen, z podgrzewaną wodą, który ratuje sytuację.

Poniedziałek, 11 maja

Można powiedzieć, że przez te cztery dni tylko liznęliśmy Toskanię. Region jest tak ciekawy, malowniczy i z tyloma zabytkami, że spokojnie można by tu spędzić 2-tygodniowe wakacje. Niestety my musimy opuszczać to piękne miejsce. Dziś nocować będziemy już w zupełnie innym regionie Włoch – Emilia Romania. Ponieważ musimy się wymeldować w miarę wcześnie, a na kolejnym kempingu zameldować stosunkowo późno, postanawiamy nie jechać najszybszą i najkrótszą trasą, a urozmaicić sobie podróż. I tak zamiast jechać 220km nudą autostradą, jedziemy 180km za to przez park narodowy, przez góry z najwyższym punktem na trasie na wysokości 990m n.p.m. Jest pięknie krajobrazowo i czasami emocjonująco.

Granica pomiędzy Toskanią a Emilią RomaniąDroga z Toskanii nad AdriatykPonieważ po drodze robimy się głodni, zajeżdżamy do Forli i szukamy jedzenia. Niestety jest godzina 14 i jak wiemy ze zjedzeniem czegoś na ciepło będzie problem, ale koniec końców udaje nam się znaleźć pizzerię, która generalnie jest zamknięta, ale możemy kupić pizzę na wynos. I muszę przyznać, że była to jedna z najlepszych pizzy, które zjadłam na tym wyjeździe. Może to kwestia głodu, a może jedzenia z kartonu na masce samochodu. Coś w niej było… Popołudniu dojeżdżamy do Porto Garibaldi – malutkiej miejscowości wypoczynkowej nad Adriatykiem, położonej ok. 30km od Rawenny. Kemping w porównaniu do dwóch poprzednich jest bardzo kameralny, wręcz malutki. Jego zaletą jest to, że położony jest nad samą plażą, standard domków też jest najwyższy z dotychczasowych. Jednak jeśli chodzi o zaplecze gastronomiczno-rozrywkowe kemping wypada zdecydowanie gorzej. W przeciwieństwie do Toskanii, gdzie spokojnie można powiedzieć, że sezon turystyczny już rozkręcił się na dobre tutaj jeszcze się nawet nie zaczął. Na terenie kempingu działa jedna restauracja, która jednak świeci pustkami. Basen jest, jest w nim nawet już woda, ale nikt w nim nie pływa, ponieważ jest zdecydowanie za zimno. Na kempingu ogólnie pustki. Niewiele domków jest zajętych, camperów również niewiele. Cisza i spokój, ale jednak brakuje mi tutaj życia, wszystko jakby wymarłe… Okolica również, ale o tym innym razem.

Nasz nowy domek