[07.05.2015] Bella Italia #6 – Florencja

Czwartek, 7 maja

Plan na dziś to Florencja. Punkt obowiązkowy naszego wyjazdu. Podobno jedno z najpiękniejszych włoskich miast. Jak można przeczytać w przewodniku „Florencja jest wielkim zespołem zabytkowym, pomnikiem renesansu, pamiątką epoki, w której nastąpiło artystyczne i kulturalne odrodzenie”. Wahamy się chwilę czy nie zostawić samochodu na dworcu i pojechać pociągiem. Pozbylibyśmy się w ten sposób takich problemów jak brak miejsc parkingowych czy korki w mieście, w końcu to dzień roboczy. Po chwili namysłu postanawiamy jednak pojechać samochodem. Do Florencji nie mamy aż tak daleko, bo niecałe 40km. Dziś ponownie przygrzewa nam słońce, jest jakieś 35 stopni i od razu człowiek czuje, że jest na wakacjach. Jednak taki upał w centrum dużego miasta jest nieco męczący. Zamiast autostrady wybieramy lokalną drogę, żeby było ciekawiej. Widoki mamy z tego powodu piękne, ale droga dostarcza też innych wrażeń. Mianowicie, jest bardzo wąska, otoczona murkami, i oblężona przez kierowców-południowców, którzy mkną zawrotną prędkością nie zważając na innych uczestników ruchu drogowego.
Parkujemy w okolicach dworca. W jego okolicach natykamy się na parking dla rowerów, ale taki z prawdziwego zdarzenia. Jestem zachwycona!
Historyczna Florencja zajmuje raczej małą przestrzeń, dzięki czemu wszystko co chcemy zobaczyć znajduje się w niewielkiej odległości od siebie i można przemieszczać się cały czas pieszo. W pierwszej kolejności kierujemy się do Katedry Matki Boskiej Kwietnej, zwanej Il Duomo. Sylwetka katedry jest znakiem rozpoznawczym Florencji, ponieważ olbrzymia kopuła katedry góruje monumentalnie nad miastem. Widząc „kilometrową” kolejkę do wejścia, nie tracąc czasu od razu się w niej ustawiamy. Po ok. 15 minutach oczekiwania i powolnego przesuwania się do przodu zauważamy, że ludzie zarówno przed jak i za nami mają w rękach bilety. Chwila konsternacji i Adam idzie na poszukiwanie biletów, a ja niecierpliwie za nim wyglądam, ponieważ nie chciałabym, aby nam przepadło miejsce w kolejce. Faktycznie okazuje się, że bilety kupuje się w zupełnie innym miejscu, ale Adamowi udało się zdążyć.

Po bardzo długim oczekiwaniu udaje nam się w końcu wejść do katedry. I trzeba przyznać, że trochę nas rozczarowuje. Z zewnątrz katedra wygląda naprawę imponująco. Wykonana jest w stylu gotyckim, z trzykolorowych marmurów, z mnóstwem detali, misternie dopracowanych szczegółów. W porównaniu z tym wnętrze wygląda dość ascetycznie. Pomijając sklepienie nad prezbiterium, które ozdobione jest pięknymi freskami. Niestety z powodu małej przestrzeni przed katedrą bardzo trudno uchwycić ją w całości na zdjęciu.
Wychodzimy z katedry i ustawiamy się w kolejnej kolejce, tym razem do wejścia na kopułę katedry. Tu już idzie zdecydowanie oporniej. Wpuszczają po kilkanaście osób co kilkanaście minut, a kolejka dłuuuuga. Oczekiwanie uprzykrzają ciemnoskórzy mężczyźni wciskający kiczowate pamiątki, selfisticki. „Maj frend” i te sprawy… Po bardzo długim oczekiwaniu w końcu udaje nam się wejść na kopułę. Opłacało się czekać, ponieważ widoki na miasto są piękne. Czerwona dachówka pięknie komponuje się z niebieskim niebem, dookoła miasta krajobraz jest pofałdowany, gdzieniegdzie wyłaniają się zielone wzgórza. Spędzamy kilkadziesiąt minut na górze, robimy mnóstwo zdjęć i schodzimy na dół, ponieważ przed nami jeszcze kilka punktów programu.
Wejście na Kampanilę sobie odpuszczamy i kierujemy się do Baptysterium. Sięga początków IV w. i jest  najstarszą budowlą we Florencji.  Znajduje się zaraz przy katedrze.  Zbudowane jest na planie ośmioboku z półkolistą absydą. Wnętrze ozdobione jest licznymi, pięknymi mozaikami przedstawiającymi sceny biblijne. Do Baptysterium prowadzą 3 pary drzwi, z czego jedne z nich – „Drzwi Raju” robią wielkie wrażenie. Pięknie zdobione, przedstawiają 10 scen ze Starego Testamentu oraz postaci biblijne i artystów żyjących w XV. Z powodu ogromnych tłumów turystów nie udaje nam się zrobić żadnego dobrego zdjęcia. Poza tym baptysterium było częściowo otoczone rusztowaniem.
Po wyjściu z Baptysterium opuszczamy Piazza San Giovanni i kierujemy się w stronę innego placu, mianowicie Piazza della Signoria. Jedną z najważniejszych budowli jest tutaj Pałac Vecchio. Przed pałacem stoją dwie charakterystyczne rzeźby z XVI w. Jedna to fontanna Neptuna, druga Dawid Michała Anioła. Niestety kopia, ponieważ oryginał został przeniesiony w muzeum. Tutaj również tłumy turystów. Zaczyna się to robić męczące…

Kolejnym naszym „must see” jest Most Złotników (Ponte Vecchio), najstarszy z florenckich mostów. Początkowo były umieszczone tu sklepu handlarzy rybami i mięsem oraz garbarzy, jednak ze względu na delikatnie mówiąc nieprzyjemny zapach oraz hałas postanowiono zastąpić ich warsztaty sklepami jubilerów i złotników. Jest to jedyny most we Florencji, który przetrwał II wojnę światową.
Ostatnim naszym punktem programu jest Galeria Uffizi. Nie wchodzimy jednak do wnętrza, ponieważ na to potrzebowalibyśmy całego dnia. Oglądamy jedynie z zewnątrz ciekawy pałac galerii sztuki, jednego z najstarszych muzeów w Europie.
Przechodzimy jeszcze pod Pałacem Pitti, kręcimy się wąskimi uliczkami, zahaczamy jeszcze o kilka ciekawych kościołów i mocno już zmęczeni tłumem i upałem wracamy do samochodu.

Muszę przyznać, że rozczarowałam się Florencją. Może moje oczekiwania były po prostu zbyt wygórowane. Trzeba przyznać, że miasto jest ciekawe, ale znam wiele ładniejszych we Włoszech. Najładniej prezentuje się z góry. Czerwona dachówka pięknie komponuje się z niebieskim niebem, a pofałdowany krajobraz dookoła miasta dodaje mu uroku. Nad miastem dominuje sylwetka katedry oraz kampanili. Przeważa kolor ochry. Jednak spacerując po mieście, ciężko dostrzec piękno tego miasta. Poza kilkoma naprawdę pięknymi budowlami, całość prezentuje się średnio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.