[14-17.10.2016] Beskid Żywiecki

[14.10.2016]

Jak co roku, jesienią wyjeżdżamy zaszyć się góry, aby przez kilka dnia włóczyć się od schroniska do schroniska wędrując opustoszałymi o tej porze roku. W tym roku Ania zaplanowała czterodniowa trasę z Węgierskiej Górki do Zwardonia, w praktyce w 100% szlakami pieszymi. W tym roku towarzyszył nam S. – znajomy z pracy. W piątek jedziemy do Węgierskiej Górki i niezwłocznie ruszamy na szlak (trasa z Warszawy tradycyjnie „zjadła” nam cenne godziny). Wybieramy czerwony szlak w kierunku Rysianki. Pogoda jest prawie letnia:

Ale im dalej i wyżej jesteśmy tym więcej jest oznak nadchodzącej zimy…

…która niepodzielnie panuje w okolicy schroniska. Jest zimno i mokro. Ale na szczęście tylko na zewnątrz budynku ;-)

[15.10.2016]

Wstajemy skoro świt, aby załapać się na wschód słońca przed schroniskiem. Widoki są piękne (bo i położenie schroniska jest znakomite pod względem widokowym), mimo, że na niebie jest sporo chmur. Temperatura wzrosła – zima jest w odwrocie.

Zjadamy śniadanie i ruszamy w trasę. Naszym celem jest Soblówka, gdzie mamy zarezerwowany nocleg (niestety w Bacówce na Rycerzowej nie było już miejsc). Po drodze mamy zamiar odwiedzić też bacówkę na Krawcowym Wierchu (obiaad! ;-)). Szlak nie jest trudny, choć miejscami całkiem grząski. Na szczęście tu i ówdzie są pewne pomoce dla turystów:

Zgodnie z planem w porze obiadowej dochodzimy na Krawców Wierch i do bacówki, która się tam znajduje. Tu panuje istnie wiosenna atmosfera – resztki zimy, którą widzieliśmy wczoraj na Rysiance wyglądają tu niecodziennie i trochę niepoważnie…

Z Krawcowego idziemy w dół żółtym szlakiem do Glinki (dla nas to już któryś raz „w karierze”), a dalej musimy się jeszcze nieco powspinać, aby przejść do sąsiedniej doliny, gdzie znajduje się Soblówka, a w niej nasz pensjonat. I ten garb jest odkryciem dnia – jesteśmy tu pierwszy raz, a szkoda, bo panuje tam sielska atmosfera małej wioski zapomnianej przez świat. Cicho, sielsko, pięknie…

W Soblówce mamy drobny problem – jest ok. 17, sobota – o tej porze nie mamy szans na zakupy w sklepie. Musimy sobie poradzić z tym co przynieśliśmy na plecach…

[16.10.2016]

I to by było na tyle pięknej pogody… Od rana leje. Leje i lać będzie do wieczora. A na dodatek „do zrobienia” długi szlak: z Soblówki, przez Rycerzową, Przegibek, aż na Wielką Raczę. Przez cały dzień towarzyszyć będą nam takie widoki:

Na Wielką Raczę dochodzimy zmoknięci i zmarznięci. Jedyne co nie pozwala upaść słabnącemu morale to satysfakcja z tego, że daliśmy radę… O widokach oczywiście możemy zapomnieć…

[17.10.2016]

wstajemy rano z nadzieja na widoki o wschodzie słońca. Niestety – jak widoków nie było, tak nie ma. Na szczęście prawie nie pada. Nie chce sie ruszać w trasę, ale nie mamy wyboru – ruszamy na szlak w kierunku Zwardonia. Na szczęście po zejściu ok. 200m wychodzimy z chmur i zaczynają się jesienne widoki, które towarzyszą nam prawie do samego Zwardonia:

W Zwardoniu wsiadamy do pociągu i jedziemy do Węgierskiej Górki po samochód. Przed nami jeszcze dłuuuga droga do Warszawy…

Cześć piesza wycieczki wyglądała następująco:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *